wtorek, 8 maja 2018

Matematyka w plenerze czyli czy kamień może być kwadratowy

Majówkę spędziliśmy oczywiście w górach - ale o tym będzie osobny wpis.
Chodząc po górskich ścieżkach cały czas miałam w głowie zaproszenie Buby z Bajdocji do projektu Matematyka w plenerze.
Wiedziałam, że przyroda sama podsunie mi jakieś ciekawe pomysły do zrealizowania i rzeczywiście.


 Idąc tą ścieżka widziałam nie kamienie a figury geometryczne.

Na postoju zagraliśmy z Małym w szybką grę.

Stań na kwadracie!

Wskocz na trójkąt!


Poszukaj prostokąta!


Zdjęcia nie pokazują może zbyt wiele, ale zabawę mieliśmy niezłą.


To nasz pierwszy, ale na pewno nie ostatni wpis w ramach projektu Matematyka w plenerze.


Dzień Ptaków w Śląskim ZOO

Czas tak szybko leci, że czasem za nim nie nadążam.
Nasza kolejna wycieczka do ZOO odbyła się 7 kwietnia czyli już miesiąc temu.
Tym razem obchodziliśmy Dzień Ptaków, tym razem we trójkę i tym razem pogoda dopisała.


Na początku Młody wziął udział w konkursie ornitologicznym przygotowanym dla młodzieży. Dzięki temu zarówno on jak i ja jako opiekun mieliśmy darmowy wstęp do ZOO.  Niestety pytania konkursowe okazały sie trudniejsze niż przypuszczalismy, Młody nie odniósł sukcesu, ale myślę że w głowie pozostało mu wiele ciekawych informacji o polskich ptakach.
W przygotowaniach do konkursu pomagały mu oczywiście książki:


Graliśmy też w gry powycinane z książek mojego dzieciństwa "Razem ze słonkiem"



No ale cóż - nie udało się - mówi się trudno. Pognaliśmy na grę terenową. Tym razem pytania dotyczyły gatunków ptaków, które wpisywaliśmy do krzyżówki. Dla mnie i Młodego nie były trudne, ale Mały musiał trochę pogłówkować, żeby odgadnąć o jakiego ptaszka chodzi. Kiedy poznaliśmy już hasło końcowe zdobyliśmy kolejną pieczątkę do indeksu i drugą pamiątkową odznakę. Mały wziął też udział w mini zajęciach przygotowanych dla najmłodszych: podziwiał ptasie jaja i gniazda, zastanawiał się, które ptaki odlatują na zimę do ciepłych krajów. A na koniec poszliśmy poszaleć do Parku Linowego, który znajduje się na terenie ZOO.

Czekamy na kolejne spotkanie w ZOO. A w temat ptaków idealnie wpasowali się ostatnio ciocia z wujkiem przywożąc Małemu te oto niezwykłą książkę.


poniedziałek, 7 maja 2018

Tappi - przyjaciel najmłodszych

Cały kwiecień upłynął nam na czytaniu książek o Tappim. Mały już wcześniej znał tego sympatycznego wikinga. W naszym domu od dawna goszczą książki o przyjaciołach z Szepczącego Lasu. Jednak kiedy Mały wypatrzył na bibliotecznych półkach dwie kolejne, nie mogliśmy się oprzeć, by nie zacząć czytać raz jeszcze wszystkiego co mamy.

Wypożyczyliśmy:
"Tappi i wielka burza" oraz
"Tappi  wspaniała przyjaźń"


Oby dwie zawierają po 10 pięknie ilustrowanych opowieści o niezwykłych przedszkolakach. Reniferek Chichotek, wilczek Grzebieluszek, troll Marudzik, sarenka Wisienka, gąska Czupurka chodzą do przedszkola pod Dębem Starodziejem, gdzie pod opieką wróżki Dziewanny mile spędzają czas. Tappi, który jest opiekunem Chichotka jak każdy mądry rodzic czuwa nad swoim podopiecznym, udziela dobrych rad, czasem pociesza a czasem gani. Każda opowieść ma swój morał - niektóre Mały bardzo wnikliwie analizował.

Bardzo podobne do nich są dwie z książek, które mamy na własność, ale które przeczytaliśmy już dawno i teraz nie chciało mi się do nich wracać.
Są to"
"Tappi i pierwszy śnieg" oraz
"Tappi i urodzinowe ciasto"


Zupełnie inne są dwie kolejne książki. Obszerniejsze, z czarno-białymi obrazkami zamiast kolorowych ilustracji.


W pierwszej z nich "Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu" Marcin Mortka zapoznaje nas z samym wikingiem, ukazuje jego zwyczaje i przyzwyczajenia. Dowiadujemy się w jakich okolicznościach Tappi poznał Chichotka. a chwilę później Tappi wyrusza na swa pierwszą w życiu wyprawę. Jest to wyprawa ratunkowa. Dzielny wiking rusza na pomoc kowalowi Sigurdowi, który został porwany i uwięziony przez złego jarla Surkola. Po drodze pomagają mu dwa czarodziejskie kruki, Chichotek, olbrzym Głabrzych, myśliwy Haste, a nawet wieloryb Buuuulgot. Misja kończy się oczywiście sukcesem, Tappi marzy o kolejnych wyprawach, a mały czytelnik o kolejnych książkach. Dlatego z okazji urodzin Mały otrzymał kolejny tom przygód Tappiego.
"Ekspedycja Tappiego w wielkie nieznane" to najnowsza książka z tej serii. W Szepczącym Lesie pojawia się zły doktor Łapucapu, który porywa magiczne stworzenia. Dzielny wiking wraz z Chichotkiem, borsukiem Niuchaczem i bobrem Chrobotkiem muszą uwolnić zaginionych mieszkańców odległych krain i pomóc im wrócić do domów. Wymaga to wybrania się w nieznane im dotychczas miejsca: Chichoczące Bagna, Ciamkające Stepy, Mruczące Góry  i Kurze Wyspy (strasznie podobają mi się te wszystkie nazwy wymyślane przez autora). Oczywiście każda wyprawa to nowe niebezpieczeństwo: Głodomory, które chcą pożreć uczestników ekspedycji, goblin rozbójnik czy złośliwe fale morskie. Ale jak zawsze w książkach dla dzieci dobro zwycięża zło i Mały zawsze mógł zasypiać spokojnie.

Mamy w domu jeszcze jedną książkę: "O tym jak w Szepczącym Lesie zgubiły się trzy małe smoki". Książka dość specyficzna bowiem tu czytelnik decyduje o tym jak dalej potoczy się akcja. "Jeśli chcesz by Tappi udał sie w kierunku gór, wybierz str 29", "Jeśli chcesz by Tappi wrócił do Pasibrzucha, poszukaj str 12". Książkę tę można czytać wiele razy, za każdym razem prowadząc Tappiego innymi ścieżkami. My przeczytaliśmy na razie raz. Mały był zachwycony, ja trochę mniej. Może jeszcze kiedyś do niej wrócimy.


Na razie odkładamy Tappiego na półkę, ale po cichu oboje liczymy, że uda nam się uzupełnić naszą kolekcje o kolejne tomy. 

Książki zgłaszam do wyzwań: WyPożyczone oraz Dziecięce poczytania Bonusowe,

środa, 25 kwietnia 2018

Przeczytane w kwietniu

Postanowiłam ograniczyć ilość postów książkowych na blogu. Nie chce z nich całkowicie zrezygnować no bo są przecież wyzwania czytelnicze, ale nie o moich książkach miał być ten blog.
Dlatego teraz będę zamieszczać jeden zbiorczy post ze wszystkimi przeczytanymi książkami, które mnie zaciekawiły w danym miesiącu.Wyjątki będę robić dla serii wydawniczych.

Tak więc w kwietniu przeczytałam:

Małgorzata J. Kursa "Jasna sprawa"


Wypożyczając tę książkę nie zwróciłam uwagi na informację na tylnej stronie okładki, że jest to kolejna książka autorki. Jednak nie podano, że jest to kontynuacja poprzedniej książki, więc zabrałam się do czytania. Niestety dość szybko okazało się, że t pozycja dość mocno łączy się z poprzednią. Brakowało mi dość istotnych faktów z życia bohaterów. Ale książkę dość dobrze się czytało. Autorka perfekcyjnie wykreowała swoich bohaterów: zagubioną, nieufną Dominikę, która mimo młodego wieku jest już matką przeuroczych bliźniąt, Radka, dla którego w życiu zmieniły się priorytety i dlatego stara się zaopiekować Dominiką oraz Martę - dziewczynę bez wad, piękną, uroczą, która potrafi zjednać sobie każdego i każdemu stara się pomagać. Pod koniec historii wątek związku Radka i Dominiki schodzi na dalszy plan, za to pojawia się nowy bohater Rambo - kiedyś czarny charakter, teraz właściciel restauracji, który próbuje poukładać swoje życie po śmierci brata.
Mnóstwo postaci, mnóstwo wątków, ale całość napisana tak, że aż chce się czytać.

Jodi Picoult "Dziewiętnaście minut"


Jodi Picoult to jedna z moich ulubionych autorek. Jej książki zawsze poruszają trudne sprawy, nie ma w nich jednoznacznych rozwiązań, a czytelnik jest zmuszony do naprawdę głębokich przemyśleń.
Nie inaczej było i tym razem Oto sytuacja, która mam nadzieję nigdy nie wydarzy się w żadnej polskiej szkole. Pewnego ranka siedemnastoletni Peter zamiast podręczników ładuj do plecaka broń. Wchodzi do szkoły i zaczyna strzelać. Z zimną krwią zabija 10 osób, kilkanaście poważnie rani. Jest winny morderstwa, to nie ulega wątpliwości. Ale już chwilę później okazuje się, że chłopak od najmłodszych lat był napiętnowany przez rówieśników. Nigdy nie znalazł przyjaciół, codziennie znosił drwiny i upokorzenia, nauczyciele, rodzice udawali, że nie widzą problemu. Jak zawsze u Jodi Picoult pojawiają się pytania: Jak wiele może znieść młody człowiek, a zaraz potem następne: czy moje dziecko jest szczęśliwe, czy dobrze je znam, czy dobrze wychowuję.

Fiona Barton "Wdowa"


Nie wiem czemu, ale chętnie sięgam o thrillery psychologiczne, a ta książka właśnie takim jest. To historia młodej kobiety Jean, pozostającej pod całkowitym wpływem swego męża. Jest fryzjerką, nie ma zbyt wielu znajomych i za względu na niepłodność męża nie ma dzieci. Jej życie kręci się wokół tego co postanowi Glen. Gdy pewnego dnia do ich domu puka policja oskarżając mężczyznę o porwanie dwuletniej dziewczynki Jean murem stoi przy mężu. Jest po jego stronie nawet wtedy, gdy na jaw wychodzi zamiłowanie Glena do pornografii, gdy odwracają się od nich sąsiedzi, gdy nie może odpędzić się od wścibskich reporterów. Ta opowieść rozpoczyna się w chwili gdy wiadomo, że Glen zginął w wypadku. Autorka cofa się w czasie ukazując rzeczywistość z punktu widzenia detektywa, reporterki i samej wdowy. Czyni to książkę bardziej ciekawą i dobrze napisaną.

Casey Watson "Mała opiekunka mamusi"


Tę pozycję pozyskałam na wymianie książkowej, ale już wkrótce puszczam ją dalej w świat.
Casey Watson prowadzi zawodową rodzinę zastępczą. Do jej domu trafiają dzieci bardzo skrzywdzone przez los, dzieci, które nie rzadko są agresywne i sprawiają mnóstwo problemów.  Tym razem pod swój dach przyjmuje dziewczynkę, która od lat opiekuje się swoją mamą chorą na stwardnienie rozsiane. Nikt nie wiedział o ich trudnej sytuacji dopóki stan mamy nie pogorszył się aż tak bardzo, że musiała zostać hospitalizowana. Mała Abby ciężko znosi rozłąkę z mamą, a opieka nad nią wcale nie należy do łatwych. Dziewczynka cierpi na liczne zaburzenia nerwicowe: wyrywa sobie włosy, nieustannie myje ręce i ma ogromną potrzebę sprzątania. To dziecko tak naprawdę nigdy nie miało dzieciństwa. Od najmłodszych lat zajmowała się chorą i prowadziła dom wykonując wszystkie obowiązki dorosłych.
Czytałam już kilka książek tej autorki jak również Cathy Glass i za każdym razem zastanawiam się ile takich dziecięcych tragedii jeszcze musi się rozegrać, dlaczego w telewizji co kilka dni padają informacje o katowanych, zaniedbanych maluchach. Przecież każde dziecko zasługuje na szczęście.

Książki zgłaszam do wyzwań: WyPożyczone oraz Dziecięce poczytania Bonusowe,

środa, 18 kwietnia 2018

Wielkanoc w Górach Sowich

Chyba stanie się to już naszą tradycją, że Święta Wielkanocne będziemy spędzać wyjazdowo.
Rok temu zdobyliśmy Śnieżnik, w tym roku postawiliśmy na Góry Sowie, w których nigdy wcześniej nie byliśmy.
Planowaliśmy spać w schronisku Orzeł u podnóża Wielkiej Sowy, ale okazało się, że wszystkie miejsca noclegowe były już zajęte. Zupełnie przypadkiem zarezerwowałam więc pokój w gospodarstwie agroturystycznym Arkadia w Głuszycy.
Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Byliśmy sami w ogromnym, pięknym domu ogrzewanym kominkiem, mieliśmy do dyspozycji dużą kuchnię, koło domu biegały 3 koty, koń, osiołek a w stajni mogliśmy podziwiać trzydniowe jagniątko. Chłopcy nie chcieli opuszczać tego miejsca.







Oczywiście w czasie tego pobytu nie siedzieliśmy w domu. Zaraz po przyjeździe ruszyliśmy na szlak, aby zobaczyć ruiny najwyżej położonego zamku w Polsce. Zamek Rogowiec nie zachwycił. Owszem, ruiny choćby najmniejsze, zawsze budzą ciekawość, ale tony śmieci dookoła już nie. Nawet nie chciało mi się robić zdjęć.


Na szczęście po drodze, choć pogoda nie rozpieszczała mogliśmy już podziwiać piękne widoki.






Drugi dzień naszego pobytu to górska wycieczka na Wielką Sowę. Żeby nie było nudno poszliśmy oczywiście dłuższą drogą zahaczając o Jelenią Polanę i Małą Sowę.


Naszymi przewodnikami były takie oto wielkanocne kurczaki.





Im wyżej tym trudniej - szlak stawał się coraz bardziej oblodzony. Ale daliśmy radę i po 14 mogliśmy podziwiać widoki z wieży widokowej na Wielkiej Sowie.
Droga powrotna była już dużo krótsza. Chłopcom burczało w brzuchach więc pędzili w dół wiedząc, że będziemy mijać dwa schroniska. Niestety jedno z nich "Sowa" bardzo nas zawiodło. W porze obiadowej można było tam zjeść jedynie flaczki na co nie skusiliśmy się.


Na szczęście schronisko "Orzeł" oferowało już bardzie urozmaicony jadłospis, napełniliśmy więc nasze żołądki i ruszyliśmy ma parking do samochodu.

Ponieważ pora była jeszcze dość wczesna, przed powrotem do naszej Arkadii postanowiliśmy zrobić sobie małą wycieczkę samochodową, by zobaczyć co jeszcze ciekawego znajduje się w pobliżu.

Podjechaliśmy pod Sztolnie Walimskie, niestety nie załapaliśmy się już na zwiedzanie.


Chłopcy mieli za to niezłą zabawę przy replikach broni z okresu II Wojny Światowej.


Odkryliśmy też mały browar przy pałacu w Jedlinie gdzie rodzice (głównie mama) degustowali lokalne trunki


a dzieci bawiły się w samolocie.


W ostatni dzień naszej wycieczki postanowiliśmy zapoznać się bliżej z historią okolicy. Zwiedziliśmy Podziemne Miasto Osówka. Te niedokończone fortyfikacje zrobiły na nas naprawdę duże wrażenie. Do tej pory zastanawiam się, jakie chore plany istniały w głowie Hitlera, jak wyglądałby ten świat, gdyby nie udało się zakończyć tej wojny.

Wróciliśmy też do Jedlinki gdzie wraz z przemiłą panią przewodnik zobaczyliśmy co kryje w sobie Pałac oraz replikę wagonu sztabowego"Amerika"




W planach mieliśmy jeszcze kilka miejsc, ale trzeba było wracać do domu. Póki co planujemy już kolejne wycieczki.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Książki do wyzwania "Zatytułuj się"

Nie opisuję tu wszystkich książek,które są czytane u mnie w domu. Nie wyrobiłabym się czasowo.
Te dwie pozycje pewnie też nie trafiły by tutaj, gdyby nie to, że pasują do wyzwania Zatytułuj się

"Gdybyś mnie kochała" Grażyny Jeromin - Gałuszka to książka, którą pożyczyła mi mama.
Ciężko powiedzieć czy to kryminał czy opowieść o miłości. Głównego bohatera Maksyma poznajemy bowiem w momencie, gdy budzi się pokoju hotelowym tuż obok zamordowanej kobiety. Nic nie pamięta z poprzedniego wieczoru i być może dlatego ucieka do wspomnień z dzieciństwa. Razem z nim przenosimy się na wieś, gdzie jako chłopiec spędzał letnie wakacje w towarzystwie babci, kuzyna oraz trzech sióstr mieszkających tuż za rzeką. Trzeba przyznać, że to własnie te wspomnienia są najlepszą częścią tej książki. Barwne postaci i ciekawe wiejskie życie sprawiły, że przy czytaniu nie raz uśmiechałam się pod nosem. Ale pozostaje do rozwiązania tajemnica śmierci dziennikarki, która jak się później okaże jest powiązana z dawnym, nagłym zaginięciem kuzyna Maksyma. Książkę dobrze się czytało, wciągała i choć nie brakowało w niej smutnych, a nawet dramatycznych wydarzeń  napawała spokojem i optymizmem.




"Ocal mnie od złego" Allomy Gilbert - tą książkę mam na swojej półce dzięki wymianie organizowanej przez Śląskich Blogerów Książkowych. Jest to książka o cierpieniu gnębionego i katowanego dziecka, a takie pozycje jednocześnie poruszają i przerażają. Kiedyś czytałam kilka książek Cathy Glass. Jest ona rodziną zastępczą i opisuje krzywdy, jakich nieraz doznawali jej podopieczni w swoich biologicznych rodzinach. w przypadku Allomy Gilbert było inaczej. Miała ona kochających rodziców, którzy jednak nie bardzo radzili sobie z dorosłym życiem i wychowaniem córeczki. Zmanipulowani przez Eunice, oddali jej swój skarb, będąc przekonani, że ta kobieta zapewni lepszy start w życiu ich dziecku. Eunice okazała się fanatyczka religijną, kobietą bez serca, która sprawiła, że życie powierzonych jej dzieci zamieniło się w piekło. Trudno przytoczyć tu ilość kar, jakie musiały ścierpieć dzieci. Aż trudno uwierzyć, że po tym wszystkim były w stanie wieść normalne życie. Książkę przeczytałam, ale puszczam ją dalej w świat na kolejnej wymianie. Wolę zapełniać swe półki bardziej optymistycznymi historiami.


Książki zgłaszam do wyzwań: Zatytułuj się oraz Dziecięce poczytania Bonusowe



Zajączek Tru - książka nie tylko na wielkanoc

Tę książkę wypożyczyliśmy już dość dawno, ale leżała sobie cierpliwie w szufladzie czekając na swoją kolej. Wymyśliłam sobie bowiem, że o zajączku to trzeba czytać w okolicy Wielkanocy.
Mały oczywiście co roku w niedzielny poranek poszukuje prezentów, tylko w jego przekonaniu przynosi je nie zajączek a króliczek.

Zajączek Tru niewiele ma wspólnego z Wielkanocą (chociaż ostatni rozdział bezpośrednio do tego nawiązuje). Mieszka sobie z mamą i rodzeństwem w Wysokim Lesie w biednej dzielnicy emigrantów. W szkole obok takich jak on szaraków, spotyka Kolorowych czyli bogate dzieciaki noszące barwne, sztuczne futerka. Jednak Tru jest trzeźwo myślącym zającem i zamiast rozpaczać nad swoją dolą zajmuje się wymyślaniem wynalazków, które w pewien sposób niwelują różnice między Kolorowymi a Szarakami.


"Tru" nie jest zwykłą książką dla kilkulatków. Zresztą nie spodziewałabym się tego po autorce p. Barbarze Kosmowskiej. Małego najbardziej interesowały wynalazki: zajęcza hulajnoga, aparaty do puszczania baniek, kosiarka z odkurzacza. Ale poruszone są tu też trudniejsze tematy: feminizm, manifestacje, dyskryminacja i nietolerancja wobec tych, którym w życiu se nie poszczęściło.Dlatego cieszę się, że naszemu głośnemu czytaniu z uwagą przysłuchiwał się Młody, bo na pewno jemu ta książka dała wiele do myślenia.

Książkę zgłaszam do wyzwań: WyPożyczone oraz Dziecięce poczytania Bonusowe.