wtorek, 30 kwietnia 2019

Trójka e-pik w kwietniu

W tym miesiącu nie miałam problemow ze znalezieniem lektury, ale te które wybrałam, niestety nie wywołały mojego zachwytu.


                                              Ciało w roli głównej (książka z częścią ciała w tytule) 

Hakan Nesser "Oczy Eugena Kallmanna"



Wypożyczając tę książkę nie wiedziałam co jest w środku. Okazało się, że idealnie wpasowałam w realia kwietniowego strajku nauczycieli. Akcja powieści rozgrywa się bowiem w jednej ze szwedzkich szkół, a jej bohaterowie są nauczycielami.
Leon, nauczyciel szwedzkiego przyjmuje posadę w małej szkole, zastępując Eugena Kallmanan, nauczyciela, który popełnił samobójstwo. Robiąc porządki w jego biurku znajduje pamiętniki, które rzucają nowe światło na śmierć poprzednika. Razem z dwójką innych nauczycieli podejmuje prywatne śledztwo, aby wyjaśnić tajemnice z przeszłości.
Książka jest dość obszerna, napisana dość ciekawie, ale jak dla mnie autor za bardzo rozwleka niektóre wątki. Zakończenie zaskakuje, ale zanim do niego dotarłam, zdążyłam się nieco znudzić.

                                                             Książka z motywem sztuki

Anna Klejzerowicz "Dom Naszej Pani"


Sztuka to nie moja bajka, ucieszyłam się, że dość szybko znalazłam książkę, która choć ma napis "sztuka" na okładce, tak naprawdę jest kryminałem. Ale historia Emila Żądło i jego partnerki, którzy rozwiązują zagadkę tajemniczej śmierci muzealników, rzeczoznawców sztuki  kompletnie mnie nie zainteresowała.

                     "Dom, mój dom", czyli książka z "domowym" hasłem w tytule (okno, dach, drzwi, pokój itd.)



Kiedy zostały ogłoszone kwietniowe kategorie właśnie czytałam "Sanatorium pod Zegarem" Lilianny Fabisińskiej. Bardzo się ucieszyłam, że drugi tytuł cyklu "Weranda na Czarcim Cyplu" wpasował się w to wyzwanie.
To niezwykle ciepła opowieść o dwóch kobietach. Nina - młoda biznesswomen, niedoszła mężatka i Natalia - starsza pani, utalentowana fotograf i botanik z wykształcenia i zamiłowania. Połączył ich wspólny pokój w sanatorium w Ciechocinku. Początkowa niechęć szybko przerodziła się we wzajemną sympatię a nawet w przyjaźń.
W drugiej części cyklu akcja przenosi się na Hel. Starsza pani bulwersuje miejscowych, gdyż wraz z nią zamieszkał pewien mężczyzna poznany w sanatorium. Nina zaś potrzebuje spokoju i ukojenia po zdradzie narzeczonego. Sprowadza się więc do jednego z trzech domków letniskowych na Czarcim Cyplu, aby na nowo przemyśleć pewne sprawy i dokończyć pewien biznesowy projekt.
W obu książkach pojawia się też wątek kryminalny. Nina z Natalią są podejrzewane nawet o zabójstwo, na szczęście mogą liczyć na pomoc pewnego policjanta o rybim nazwisku.
Już dziś wypatruję w bibliotekach trzeciej części cyklu, z chęcią i prawdziwą przyjemnością ją przeczytam.

Książki zgłaszam też do wyzwania WyPożyczone. A jutro skoro świt będę wypatrywać nowych kategorii do Trójki e-pik

środa, 24 kwietnia 2019

Wspomnienie o Janie Pawle II

Jan Paweł II był obecny w moim życiu od zawsze.
Urodziłam się zaledwie rok po tym jak został wybrany papieżem. Pamiętam, że jako dziecko zawsze śledziłam w telewizji wszystkie Jego pielgrzymki do Polski i marzyłam, że choć raz zobaczyć Go na żywo, choć raz poczuć atmosferę tego spotkania. Nigdy mi się to nie udało. Ale w dalszym ciągu czuje Jego obecność w naszym życiu.
Kilka dni po śmierci Ojca Świętego dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami. Gdy rodził się Mały wszyscy przygotowywali się do Jego beatyfikacji. Mały nosi drugie imię Karol i jest dumny ze swojego patrona. W dniu kanonizacji Ojca Świętego Młody przystępował do I Komunii Świętej. Gdy proboszcz ustalał z nami termin komunii nikt jeszcze nie przypuszczał, że zbiegnie się ona z tak wielką uroczystością.

Chciałabym, żeby chłopcy też poznali słowa i naukę Jana Pawła II. Już jak Młody był mniejszy zaopatrzyłam się w książkę Mariusza Wollnego "Jak Lolek został papieżem"
To piękna, pisana językiem najmłodszych opowieść o dzieciństwie małego Karolka, jego wojennych przeżyciach, latach kapłaństwa zakończonych wyborem na stolicę piotrową. Książkę czytałam Młodemu, chciałam też czytać Małemu. Niestety przebrnęliśmy tylko przez pierwszy rozdział. Fragment o tym, jak mały Karol stracił mamę, a później starszego brata okazał się dla mojego wrażliwego dziecka nie do pokonania. Płakał rzewnymi łzami i zabronił mi czytać takie straszne historie. Śmierć bliskich jest dla niego czymś tak tragicznym, że nie potraf nawet o tym słuchać.
Próbowałam jeszcze z książką Anny Czerwińskiej - Rydel "Wielki Karol i mały Lolek". To książka, którą Mały dałby radę przeczytać samodzielnie, ale tu również poddał się po dwóch stronach.


Udało nam się za to przeczytać książkę wypożyczoną z biblioteki "Nigdy tego nie zapomnę" autorstwa Renaty Piątkowskiej. To historia kilkuletniego Marcinka, który wraz z rodziną brał udział w audiencji u papieża Franciszka. Było to dla chłopca niezapomnianym przeżyciem. Mały początkowo nie za bardzo rozumiał, o co chodzi z tą audiencją, skąd takie emocje u bohatera. Ale dalsza lektura przerywana naszymi rozmowami bardzo go zainteresowała. Przy okazji dowiedział się, co to jest konklawe, jak wyglądają watykańscy gwardziści i jeszcze wiele innych ciekawostek.

Książkę tę zgłaszam do wyzwania WyPożyczone, ale myślę, że do tej tematyki jeszcze nie raz wrócimy. A może wkrótce ziści się jedno z marzeń Młodego i wybierzemy się do Watykanu.

piątek, 19 kwietnia 2019

Lew

Niedawno Mały przyszedł ze szkoły bardzo podekscytowany. Pierwszy raz powodem jej radości była praca domowa zadana w szkole przez panią. Dzieci miały wykonać plakaty przedstawiające wybrane dzikie zwierzę. Ale najważniejsze: pracę należało wykonać wspólnie z kolegą.

Tak więc któregoś sobotniego poranka w nasze progi zawitał kolega Małego. Oczywiście zanim przystąpili do pracy zdążyli pograć na x-boksie, a w przerwie rozegrać mecz piłki nożnej na podwórku. Ale plakat, a właściwie plakaty udało się ukończyć.



Namówiłam ich też, aby wykonać portret króla zwierząt. Chłopaki ochoczo przystąpiły do pracy i zupełnie samodzielnie zobrazowali swojego zwierzaka.


Całość prezentowała się naprawdę okazale więc chłopcy zebrali mnóstwo pochwał w szkole i byli z siebie naprawdę dumni.

Wielkanocne zające

Minęły już te czasy gdy zasiadałam z chłopakami do kuchennego stołu i razem tworzyliśmy ozdoby świąteczne. Młody jest już na to zdecydowanie za duży, zaś Mały zdecydowanie bardziej lubi biegać po podwórku niż malować czy wyklejać.

Udało nam się jednak zrobić trzy stroiki, które zostały sprzedane na szkolnym kiermaszu. Zdjęć niestety nie zrobiliśmy - taka gapa ze mnie.
Jak co roku zrobiliśmy tez kiermaszowe zakupy. Mały nakazał zakup figurek, które samodzielnie malował w klasie.


Młody jak przystało na przyszłego leśnika przywiózł do domu takiego oto pachnącego lasem zająca.



Rzeżucha już posiana, więc jeszcze tylko pomalować pisanki i możemy świętować :)

środa, 17 kwietnia 2019

Marcowa Trójka e-pik

Marzec już dawno przeminął, a nade mną wisi zaległy post w ramach wyzwania Trójka e-pik.
Oprócz książki -cegły w tym miesiącu czytaliśmy także książkę z miastem w tytule oraz z motywem katastrofy. długo szukałam odpowiednich tytułów. W końcu znalazłam - stały obok siebie na półce z literaturą amerykańską.


Danielle Steel - ta autorka nie jest mi obca, Jej powieści ostatnio czytałam chyba w liceum, choć nie pamiętam tytułów, które wtedy wpadły mi w ręce.Wtedy mi się podobały, dziś nie koniecznie.

"Pięć dni w Paryżu" to historia Petera i Oliwii. On jest biznesmenem w firmie farmaceutycznej, kierowanej przez teścia. Ma żonę, dorastających synów, jednak jego rodzina nie jest już dla niego ostoją i oparciem.
Ona jest żoną senatora, jej życie od lat toczy się w złotej klatce, jest całkowicie zależna od woli męża.
Tych dwoje spotyka się w jednym z paryskich hoteli, zaczyna rodzić się między nimi uczucie. Oboje stają przed dylematem - czy porzucić swe dotychczasowe życie w imię niezależności i swego szczęścia.
Książka choć nie wzbudziła u mnie jakiegoś wielkiego entuzjazmu porusza ważne tematy. Co wybrać własne szczęście i spokój rodziny? Czy wypuścić na rynek lek, który może stanowić zagrożenie dla innych skoro w jego produkcję zainwestowało się wielkie pieniądze? Na szczęście bohaterowie wychodzą z tej historii z twarzą.

"Miłość silniejsza niż śmierć" to powieść, której akcja toczy się na początku XX wieku. Rodzina Winfieldów wyrusza na dziewiczy rejs Titanicem. Wracają do Domu po długiej wizycie u rodziny w Anglii. Katastrofę statku przeżywają jedynie dzieci. Najstarsza Edwina musi teraz zastąpić rodziców piątce rodzeństwa.
Do pewnego momentu książka jest naprawdę interesująca. Autorka dość wiernie oddaje klimat epoki, dokładnie opisuje wygląd parowca, emocje jakie towarzyszą ludziom podczas katastrofy.
Niestety dalsze losy rodziny nie wzbudziły już mojego zainteresowania. Ale ponieważ w głowie miałam cały czas obrazy katastrofy Titanica sięgnęłam po jeszcze jedna biblioteczną książkę.


"Na pokładzie Titanica" to duża, pięknie ilustrowana książka skierowana raczej dla młodszego czytelnika.


Ukazuje tą katastrofę oczyma dwóch młodych ludzi, którym udało się uratować. Na wyobraźnię czytelnika oddziałują też bogate ilustracje i archiwalne fotografie. Na początku luksusowe wnętrza statku, potem tragedia rozbitków.







To tyle w marcu, a  już wkrótce relacja z kwietniowego wyzwania.
Książki zgłaszam też do wyzwania WyPożyczone.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

"Stulecie Winnych" czyli książka czy film

"Stulecie Winnych" Ałbeny Grabowskiej to tytuł który intrygował mnie już od dawna. Kojarzyłam tę książkę z jakąś mroczną tajemnicą, czyjąś winą przeżywaną przez lata. Z przyjemnością porwałam te tomy z bibliotecznej półki.


Przeczytałam je w tempie ekspresowym, historia rodu Winnych niezwykle mnie wciągnęła. Co prawda ten ostatni tom wydaje mi się taki troszkę naciągany, no ale zgodnie z tytułem autorka musiała ciągnąć akcję przez równe 100 lat. Ród Winnych wciąż się rozrastał, niektórzy członkowie rodziny rozjechali się po całym świecie. Bliźniaczki Ania i Mania dorastały stając się nestorkami rodu.

Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka dni po przeczytaniu książek zobaczyłam na regale w księgarni wydanie filmowe. Zaczęłam szukać informacji o serialu telewizyjnym . Zwykle nie oglądam telewizji, nie gustuję w serialach, ale tym razem postanowiłam zaryzykować. Obejrzałam dwa odcinki i... na tym się skończyłam. Nie wiem, może to zawsze tak jest, gdy najpierw przeczyta się fajną książkę to film już nie przypadnie do gustu.
Telewizyjne produkcja wydawała mi się jakaś taka ciemna, mroczna. Wydaje mi się, że pominięto niektóre wątki, nie ma też wszystkich bohaterów np. bliźniaczki nie maja tu starszych braci. Kinga Preiss w roli babci Broni to jakieś nieporozumienie. Choć aktorka prezentuje całkiem niezłą grę aktorską to jej twarz zupełnie nie pasuje do tej postaci.
Serial jest chyba dostępny na platformie VOD więc może kiedyś w wolnej chwili jeszcze do niego wrócę. Na razie w czasie emisji czytam kolejne książki.

Książki zgłaszam do wyzwania WyPożyczone

Z wizytą w Tyńcu

Tą wycieczkę planowaliśmy już rok temu. Wszystko przez to, że Mały raz w roku wyjeżdża na turniej piłkarski do Piekar koło Krakowa. Stamtąd to tylko przepłynąć Wisłę i jest się w Tyńcu. Szkoda przepuścić taką okazję. Poprzednio się nie udało, ale teraz dopięliśmy swego. Co prawda Wisły nie przepłynęliśmy, tylko podążyliśmy autostradą na most.



Najpierw przez kilka chwil na zachwycaliśmy się łabędziami, potem przeżyliśmy lekki szok - skąd tu tylu ludzi. Tyniec zawsze kojarzył mi się z ciszą spokojem, mnichami przenikającymi gdzieś pod murami opactwa, a tu pełny parking, wokół gwar dzieci.



Ponieważ było dość brzydko, szybko schowaliśmy się we wnętrzu opactwa. Najpierw zajrzeliśmy do muzeum. Oprócz wystawy stałej, gdzie prezentowana jest ekspozycja zabytków związanych z historią opactwa, udało nam się zobaczyć bardzo interesującą wystawę czasową "W klasztornym skryptorium" 




Wykupiliśmy też bilety na zwiedzanie opactwa z przewodnikiem. Mieliśmy możliwość wejść tam, gdzie na co dzień przebywają tylko mnisi. Poznaliśmy historię opactwa, zobaczyliśmy mury, które mogłyby nam wiele powiedzieć.

Na koniec wstąpiliśmy do kościoła. Cały czas mówiliśmy Małemu, że to klasztor, co wywoływało u niego pewien niepokój i obawy. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. W końcu tuż przed samymi drzwiami Mały zapytał: "A czy w klasztorze ludzie wierzą w tego samego Jezusa co w naszym kościele". Uspokojony, że tak, że mieszka tam ten sam Bóg, a nazwa klasztor sugeruje jedynie to, że modlą się tam zakonnicy raźno podążył za nami. W ten właśnie sposób poszerzył się zasób słownictwa naszego syna.

Młody trochę zawiedziony wycieczką. Ponieważ odwiedziliśmy Tyniec w niedzielę niehandlową, zamknięty był sklepik z pamiątkami i nie mógł sobie zakupić kolejnego znaczka turystycznego do swojej kolekcji. Będzie musiał tam jeszcze wrócić.