środa, 11 października 2017

Lato i jesień w Beskidach

Marzyły nam się jesienne wycieczki w góry. Myśleliśmy nawet o tym, by zaszyć się na parę dni w Bieszczadach. Niestety pogoda pokrzyżowała nam plany. Złotej polskiej jesieni w tym roku po prostu nie ma. Cały czas leje i wieje, a te dni, kiedy na krótko wychodzi słońce wykorzystujemy na porządki w ogrodzie.

Na szczęście na przełomie sierpnia i września udało nam się trochę powędrować po beskidzkich szlakach. Zamiast taty, który musiał być w pracy wzięliśmy ze sobą dziadka, robiąc mu tym podwójną frajdę. Mógł pochodzić po ukochanych górach w doborowym towarzystwie wnuków.

W sierpniu wybraliśmy się na Szyndzielnię.
Na szczyt wjechaliśmy kolejką gondolową, co było niemałą atrakcją dla chłopaków.




Po zaopatrzeniu się w znaczek turystyczny i pieczątki do książeczek GOT ruszyliśmy na Klimczok.





Schodząc ze szczytu Klimczoka do schroniska zajrzeliśmy do Chatki u Tadka. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tego miejsca, choć ja z moim tatą nie byliśmy na Klimczoku pierwszy raz. To drewniana chatka pełna górskich pamiątek. Wokół niej utworzono skalniaki z kamieniami przyniesionymi z innych górskich szczytów, nawet tych najodleglejszych. Każdy z nich opatrzony jest stosowną tabliczką.





Schronisko na Klimczoku to obowiązkowy obiadek, plac zabaw i króliczki. Małemu bardzo się tam podobało.



Mieliśmy ochotę iść jeszcze na Dębowiec, ale byliśmy zależni od rozkładu Kolei Śląskich i baliśmy się, że nie zdążymy na pociąg. Zeszliśmy więc w dół do przystanku autobusowego.

Na drugą wycieczkę z dziadkiem wyruszyliśmy na początku września, wykorzystując jeden z ostatnich ciepłych dni. Znów pojechaliśmy w kierunku Bielska, ale wysiedliśmy trochę dalej, w Wilkowicach-Bystrej. Ze stacji zielonym szlakiem wyruszyliśmy na Magurkę Wilkowicką. Wybraliśmy chyba mało uczęszczaną trasę, bo choć po drodze nie spotkaliśmy zbyt wielu ludzi, w schronisku na szczycie były prawdziwe tłumy.




Wracaliśmy czerwonym szlakiem zahaczając o Chatkę studencką na Rogaczu, gdzie zostaliśmy poczęstowani kawą i herbatą.

W czasie wędrówki chłopcy mieli ważna lekcję, dlaczego do lasu i w góry nie należy zabierać psów. Przed nami maszerowała rodzinka, której ciekawski kundelek rozgrzebał gniazdo leśnych os. Rozzłoszczone owady dotkliwie pokąsały ok. siedmioletniego chłopca, a my musieliśmy przedzierać się przez zarośla, żeby ominąć rój.

Pogoda w tym roku sprzyja grzybiarzom. My też znaleźliśmy dwa podgrzybki, które dziadek zabrał do jajecznicy i takie oto piękne muchomory.



Zachwycaliśmy się też spotkaną gąsienicą, zbieraliśmy szyszki, jarzębinę, gałązki i liście do przedszkolnego, jesiennego kącika przyrody.


Czekamy na lepszą pogodę. Może uda nam się jeszcze gdzieś wyruszyć. A Bieszczady przekładamy na maj. 

wtorek, 10 października 2017

Świstak zwany Gwizdkiem

Pani Barbara Gawryluk zdecydowanie należy do naszych ulubionych pisarek dla dzieci. I kiedy wydawało mi się, że przeczytaliśmy już wszystkie książki p. Barbary, które są w naszej bibliotece, okazało się że nie. Są jeszcze takie, które czytałam kiedyś Młodemu, a Mały ich nie zna. Ba, znalazłam nawet takie perełki, o których żadne z nas nie słyszało.


Gwizdek jest małym świstakiem, który z wraz z rodzicami, rodzeństwem i całą resztą licznych krewnych i znajomych zamieszkuje tatrzańskie okolice. Jak przystało na książkę dla dzieci cała rodzinka została obdarzona cechami ludzkimi. Gwizdek lubi się bawić, marudzi, gdy mama namawia go do spania oraz uczy się wielu przydatnych w życiu umiejętności.
Mały nie bardzo orientował się jak wyglądają świstaki, więc książeczki te okazały się dla niego kopalnią wiedzy o tych gryzoniach. Z uwagą słuchał historyjek, których dowiedział się, że świstaki przesypiają całą zimę, że stają słupka na czatach, że ich największym wrogiem jest orzeł. Próbowaliśmy też gwizdać jak świstaki.

Cała seria jest objęta patronatem Tatrzańskiego Parku Narodowego i składa się z czterech książeczek, po jednej na każdą porę roku. Niestety w naszej bibliotece dostępna jest tylko ta zimowa i letnia. Mamy nadzieję, że dwie pozostałe również uda nam się przeczytać.

Zgłaszamy je do wyzwania Powrót do dzieciństwa oraz WyPożyczone.


niedziela, 8 października 2017

Zatoka Dinozaurów

Szczerze mówiąc nie pamiętam, czy kiedy tworzyliśmy tą pracę mieliśmy już na półkach te książeczki.


Kupowałam je dla Młodego kilka lat temu. Ukazywały się co dwa tygodnie w kioskach, a ponieważ bardzo się Młodemu podobały, pilnował, by zgromadzić całą kolekcję. Starszy syn potem już do nich nie wracał, więc kilka lat przeleżały na półce. Aż wreszcie pod koniec wakacji zaproponowałam je Małemu. No i przepadliśmy w tajemniczym świecie dinozaurów - i on, i ja.




Pierwszy tom zaczyna się całkiem normalnie. 8-letni Kevin przeprowadza się do latarni morskiej nad Zatoka Dinozaurów, gdzie jego tata otwiera muzeum prehistorycznych gadów. chłopiec podziela zainteresowania swojego ojca i ma całkiem niezła wiedzę na temat dinozaurów. Wkrótce po przeprowadzce wyrusza na kamienistą plażę, aby szukać skamieniałości z przeszłości. Spotyka tam swojego rówieśnika Toma. Nic nie wiemy o tym skąd pochodzi chłopiec, nie wspomniano nic o jego rodzicach - jak mnie to denerwuje w książkach dla dzieci.
Chłopcy szybko się zaprzyjaźniają i zaczynają spędzać razem każdą wolną chwilę. Już podczas pierwszego spotkania wyruszają w górę klifu do Jaskini Przemytników. Okazuje się, że jest tam przejście do prawdziwego Świata Dinozaurów.


Przyjaciele co kilka dni wyruszają na przygodę do świata jury, triasu lub kredy. Za każdym razem czeka tam na nich mały wannanozaur o miłym usposobieniu. Chłopcy nazwali go Wanna, a mój Mały tak bardzo go polubił, że znalazł sobie takiego osobnika wśród swoich figurek dinozaurów.


Całą kolekcję czytaliśmy dosyć długo, a ponieważ książki mają niewielki format zabieraliśmy je ze sobą na nasze wycieczki min. do Kotliny Dinozaurów w Śląskim ZOO.


Teraz gdy skończyliśmy je czytać zapał Małego do dinozaurów nie co osłabł, ale wiedza, którą posiadł już mu z głowy nie wyparuje. Książki zawierają naprawdę dużo ciekawych faktów, nawet ja, choć kiedyś nie potrafiłam nawet wymawiać nazw tych stworów, nieco się dokształciłam.



Zgłaszamy je do wyzwania Powrót do dzieciństwa.

poniedziałek, 25 września 2017

Trylogia Roberta Galbraitha

Są takie książki, po które nigdy bym nie sięgnęła, gdyby ktoś mi ich nie polecił i odpowiednio zareklamował. Tak też było w przypadku trylogii Roberta Galbraitha. Znajoma bibliotekarka wyciągnęła spod lady, wyjaśniła kim naprawdę jest autor no i nie wypadało odmówić.


Robert Galbraith to pseudonim J.K. Rowling. Po Harrego Pottera zapisywałam się na listy kolejkowe (to były czasy). Czytałam też inną powieść dla dorosłych tej autorki "Trafny wybór". Teraz zmierzyłam się z historią prywatnego detektywa Cormoorana Strika.

Książki te reklamowane są jako kryminały. I rzeczywiście nimi są. W każdym tomie główny bohater rozwiązuje zagadkę czyjejś śmierci.
W "Wołaniu kukułki" udowadnia, że znana modelka Lula Landra nie popełniła samobójstwa.
W "Jedwabniku" szuka zabójcy pisarza Owena Quine.
Zaś w najciekawszej wg mnie książce "Żniwa zła" próbuje dociec kto jest adresatem makabrycznej przesyłki dostarczonej jego asystentce, kto depcze im po piętach, mordując przy tym wiele kobiet.

Książki są długie, fabuła dość skomplikowana. Dlatego dobrze, ze makabryczne śledztwa są przeplatane historiami z życia Cormorana, który własnie został singlem oraz jego asystentki Robin, której narzeczony nie aprobuje jej obecnej pracy.

książki już oddane, a ja zgłaszam je do wyzwań: Czytam, ile chcę oraz WyPożyczone

środa, 20 września 2017

Nauka z Groszkiem

Kiedy Młody zaczynał przedszkole na rynku nie było tyle wartościowych książek co teraz. Nie było też księgarni internetowych oferujących książki po bardzo atrakcyjnych cenach. Mimo to z uporem maniaka co kilka dni zaglądałam Matrasa w poszukiwaniu niedrogich perełek na naszą półeczkę.
W ten sposób udało mi się zgromadzić sześciotomową serię książeczek o sympatycznym zielonym ludziku Groszku. Ich autorami są Rafał Wejner, Małgorzata Krzyżanek oraz Maria Szarf, a wydało je wydawnictwo Publicat.




Każda książeczka oprócz historyjki do czytania zawiera także zestaw zadań na dany temat do rozwiązania przez dziecko.




Groszek i jego przyjaciele, którymi są leśne zwierzątka to nie tylko miłe  czytanie, ale też solidna porcja wiedzy. W każdej książeczce dziecko zdobywa nowe, konkretne umiejętności.

"Tik - tak. Poznajemy czas" - przedszkolaki nie uczą się jeszcze odczytywania godzin na zegarze, ale już znajomość pór roku, pór dnia, dni tygodnia i miesięcy jest jak najbardziej na miarę ich możliwości.

"Wyprawa do lasu. Poznajemy kolory" - w tę historie wplecione są zagadki dotyczące różnych kolorów.

"Mała olimpiada w Bardzo Zielonym Lesie. Poznajemy dyscypliny sportowe" - drużyna zwierzątek staje do walki o medale w biegach, kolarstwie i pływaniu. A ponieważ nasi bohaterowie przestrzegają zasad Fair Play, w tych rozgrywkach wszyscy są zwycięzcami.

"Wakacje nad morzem. Poznajemy nowych przyjaciół" - fajna pozycja, która pomoże dziecku przezwyciężyć strach przed nieznanym  i nauczy jak nawiązywać nowe znajomości.

"Ciepło - zimno. Poznajemy pory roku"  - w tym tomiku dzieci utrwalą sobie w jakiej kolejności występują pory roku i co zwiastuje ich nadejście.

"Pachnące pierożki. Uczymy się gotować" - Groszek pokazuje, że gotowanie pod czujna opieką dorosłych wcale nie jest trudne. A to co zostało samodzielnie przygotowane, o wiele lepiej smakuje.

Szczerze mówiąc,nie pamiętam już kiedy czytałam to Młodemu. a potem książeczki dobrych parę lat przeleżały na półce. Sięgnęliśmy po nie zupełnie niedawno. I chociaż powiedziałabym, że to książki dla młodszych przedszkolaków, Mały bardzo polubił Groszka i tylko marudził, że historyjki są za krótkie.
Ponieważ dzieci rosną, do Groszka już raczej nie wrócimy. Oddajemy jena aukcję charytatywną. Niech ucieszy kolejne dzieciaki.
Ale najpierw wszystkie Groszki zgłaszamy do Powrót do dzieciństwa.

poniedziałek, 11 września 2017

W Krakowie

Wycieczka do Krakowa odbyła się na wyraźne życzenie Małego. Bardzo chciał zobaczyć Smoka Wawelskiego i pomnik psa Dżoka, o którym pisałam TU.


Ponieważ Młody był już w Krakowie kilka razy, wykorzystaliśmy czas, kiedy przebywał na obozie, zabraliśmy dwie babcie i pojechaliśmy.
Oprócz pomników Mały zobaczył także Kościół Mariacki, Sukiennice, zjadł obiad w Barze Mlecznym i zwiedził Muzeum w Podziemiach Rynku.


Tuż przed wyprawą przeczytaliśmy wspólnie zakupioną niedawno książkę autorstwa Zuzanny Kiełbasińskiej i Anny Nowackiej "Bolek i Lolek zwiedzają Polskę".


Znani wszystkim bracia spędzają wakacje w Krakowie i marzą o tym by zobaczyć słynnego smoka. Są zawiedzeni, gdy zamiast prawdziwego potwora odnajdują tylko jego pomnik. Ale przy figurze dostrzegają mapę z podpisem "Tu byłem. Smok Wawelski". Choć na mapie nie było zaznaczonej żadnej trasy chłopcy ruszają przez całą Polskę na poszukiwania smoka. Kolejnych podpowiedzi udzielają im postaci charakterystyczne dla danego miasta czy regionu.
Książka jest super. Może być ciekawym wstępem do lekcji o naszej ojczyźnie. Na pierwszych kartach widnieje mapa, na której zaznaczono wszystkie miejsca odwiedzana przez Bolka i Lolka, a każda ich przygoda to również zagadka dla dziecka. Na każdej stronie znajdziemy w tekście jeden wyróżniony tłustym drukiem element - przedmiot lub bohatera, który należy odnaleźć. A na końcu znajdziemy jeszcze kilkanaście dodatkowych zagadek do rozwiązania. Oj lubimy takie dwa w jednym  - trochę czytania, trochę główkowania.

Nie byłabym też sobą gdybym z Krakowa nie przywiozła Małemu jakiejś książkowej pamiątki. W kasie muzeum kupiłam niewielka książeczkę wydaną przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa "Niesamowita przygoda psa Dżimusia".


Ta historia wydarzyła się naprawdę sto lat temu w Krakowie. Mały charcik Dżimuś, ukochany piesek nieżyjącego już profesora Karola Estreichera biegał sobie jak co rano po Krakowie, kiedy został złapany przez miejskiego hycla. Jako że hycel kojarzy się wszystkim z oprawcą zwierząt, na pomoc pieskowi rusza wnuk profesora, mały Karolek ze swoją mamą. Mały chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego kto to jest hycel i jakie kiedyś były jego zadania. Wiedział natomiast jaki los czeka bezpańskie pieski w schroniskach i dlatego mocno kibicował Karolkowi. Na szczęście cała historia kończy się zadziwiająco szczęśliwie, a my poznaliśmy kolejnego już sławnego , krakowskiego pieska.

A do Krakowa jeszcze pewnie nie raz wrócimy.

Krakowskie książeczki zgłaszam do wyzwania  Powrót do dzieciństwa

czwartek, 31 sierpnia 2017

Ośmioro dzieci i inni

Kiedy urodził się Młody, wiedziałam, że będziemy mieli drugie dziecko.
Kiedy urodził się Mały, marzyłam o trzecim.
Dziś twierdzę, że dwójka całkowicie mi wystarczy. I wcale nie mam tu na myśli zwiększonych wydatków czy większego bałaganu w domu. Metraż też mamy odpowiedni, spokojnie zmieściłby się jeszcze jeden członek rodziny.
Chodzi o to, że ja mam już dość zamartwiania się o swoje dzieci. Najpierw o to czy urodzi się zdrowe, potem czy nie będzie chorowało, czy sobie czegoś przez przypadek nie zrobi, no i wreszcie dlaczego tak długo nie wraca do domu.
Chylę czoła przed rodzinami wielodzietnymi (ale takimi dla których był to świadomy wybór, poparty tym, że mają odpowiednie warunki na wychowywanie sporej gromadki) i po cichu im zazdroszczę.

Na szczęście moi chłopcy nie przejawiają większej chęci posiadania dodatkowego rodzeństwa, wystarcza im własne towarzystwo. Chętnie jednak czytają książki o przygodach "dużych rodzinek"

W te wakacje nasze wieczorne czytanie zdominowały pozycje norweskiej pisarki Anne - Cath Vestly.
To dość grube książki, których z radością słuchali obaj moi synowie.


Opowiadają o przygodach dość niezwykłej rodzinki. Mama, tata i ich ośmioro pociech w wieku od 2 do 12 lat mieszkają początkowo w dwupokojowym mieszkanku w bloku. Gdy odwiedza ich babcia musi spać na szafkach kuchennych. Ciasnota, brak wymyślnych zabawek, a nawet brak łazienki wcale nie utrudniają życia tej rodzince. Nikt tu nie marudzi, każdy dba o porządek, a rodzice starają się zapewnić dzieciom jak najwięcej atrakcji takich jak wakacje nad morzem ze spaniem w ciężarówce.
Z czasem tacie udaje się załatwić przeprowadzkę do małego domku w lesie. Teraz dzieci mają dalej do szkoły, ale więcej miejsca do zabawy. Może z nimi zamieszkać na stałe babcia i pies Rurek.
Na stronie wydawnictwa "Dwie siostry" znalazłam informację, że jest to najweselszy domek w całej Norwegii. Mam nadzieję, że wydawnictwo wyda całą liczącą sobie 9 tomów kolekcję. My dwa pierwsze wypożyczyliśmy z biblioteki. Czwarty Mały wypatrzył w księgarni i stwierdził, że musi go mieć. Czeka więc na swoją kolej na półce, a ja planuję zakupić trzecią część przygód ośmiorga dzieci.


Książki zgłaszam do wyzwań Powrót do dzieciństwaWyPożyczoneCzytam, ile chcę.

środa, 30 sierpnia 2017

Twórczość Marcina Szczygielskiego

Do książek Mariusza Szczygielskiego znajoma bibliotekarka namawiała nas prawie rok, ale że Młody
lubi czytać książki seriami, zawsze decydował się na coś ze swoich ulubionych kolekcji. Wraz z nadejściem wakacji daliśmy się skusić na te wielokrotnie nagradzane pozycje. Młody jeszcze do nich nie sięgnął, ale ja już tak. I nie zawiodłam się.



"Czarny Młyn" trochę straszy ponurą, szarą okładką. Rzeczywistość, którą odnajdujemy w środku też nie jest kolorowa. Mała, zaniedbana, zapomniana przez wszystkich wieś Młyny, w której nie uprawia się pól ani nie hoduje zwierząt. Po pożarze i zamknięciu spółdzielni większość jej mieszkańców opuściła swe domy. Zostają nadpalone ruiny dawnego młyna, w których pewnego dnia zaczynają się dziać różne dziwne rzeczy. Narratorem powieści jest jedenastoletni Iwo. I to właśnie on, jego koledzy i niepełnosprawna młodsza siostra muszą stawić czoło niebezpieczeństwu i uratować zagrożona wieś.
Choć książka ma w sobie sporo fantastyki, a ja nie przepadam za tym gatunkiem, czytało się ją bardzo dobrze. Jest naładowana pozytywną energią, którą można czerpać z niej całymi garściami.

Druga przeczytana przeze mnie książka "Arka czasu" porusza tematykę II wojny światowej, lecz w zupełnie inny sposób niż w innych znanych mi powieściach. Wojna stanowi tu tylko tło dla opowieści o tym, co w życiu najważniejsze. Dziewięcioletni Rafał mieszka w Dzielnicy. Pewnego dnia Dziadek postanawia,że będzie bezpieczniejszy po drugiej stronie muru i za cenę swoich skrzypiec, którymi zarabia na życie, ułatwia chłopcu przejście na drugą stronę. Jednak nie wszystko kończy się tak jak powinno i chłopiec musi ukrywać się w opustoszałym warszawskim Zoo. Tam z pomocą nastoletnich przyjaciół musi na nowo budować swój świat i troszczyć się o toby przeżyć.
W tej powieści również pojawia się wątek fantastyczny. Mały Rafał lubi czytać i pewnego dnia w jego ręce trafia "Wehikuł czasu" Herberta George'a Wellsa. Książka ta tak bardzo wpływa na wyobraźnię chłopca, że pewnego dnia znajduje w Zoo maszynę do podróżowania w czasie i przenosi się do naszej współczesności. Ta wyprawa ratuje mu życie.


Ciężko porównywać te książki ze sobą, każda jest inna, ale obie wywarły na mnie duże wrażenie. Mam nadzieję, że Młodemu też się spodobają.


Książki zgłaszam do wyzwań Powrót do dzieciństwaWyPożyczoneCzytam, ile chcę.

wtorek, 22 sierpnia 2017

"Wyjątkowa planeta"

chyba każdy rodzic lubi książki dla dzieci, które pod postacią interesującej fabuły niosą ze sobą edukacyjne treści. Ja lubię. Nie przepadam za to za leksykonami i encyklopediami dla dzieci. Do tego typu książek zaglądamy tylko wtedy, gdy chłopców nurtują jakieś pytania, na które rodzice nie za bardzo potrafią mądrze odpowiedzieć.

Jakiś czas temu Mały wyruszył do biblioteki razem z tatą i przyniósł książkę, której okładka sugerowała kolejna bajkę o zwierzątkach dla maluchów. Te infantylne ilustracje i głupiutkie zwierzaki, którym przytrafiają się różne dziwne historie są bardzo lubiane przez mojego syna. Książka odleżała więc kilka tygodni na półce, a kiedy już po nią sięgnęliśmy bardzo się zdziwiłam.




Autorką "Wyjątkowej planety" jest znana nam już z innych publikacji p. Małgorzata Strękowska - Zaręba. Tytułowe liski są oczywiście bardzo głupiutkie, ale mają mądrą babcię, która nie gniewa się zbytnio na swe wnuczęta, przebacza wszystkie psoty, pomaga naprawić zniszczenia oraz cierpliwie tłumaczy trudne dla dzieci tematy.



Część informacji zawartych w książce nie była już dla Małego nowością. Wiedział już, że koniec świata nie istnieje, bo przecież Ziemia jest okrągła. Wiedział, że krąży wokół Słońca, które tak naprawdę jest gwiazdą. Śmiał się, kiedy liski za namową żabki Zuzi usiłowały wyparować, żeby znaleźć się w przestrzeni kosmicznej. ale już zagadnienia związane z grawitacją i wnętrzem Ziemi były dla niego nowością. Posługując się naszym modelem przypomnieliśmy też sobie, jak to się dzieje, że na Ziemi jest dzień i noc oraz zmieniają się pory roku. Przydała nam się też mała latareczka zakupiona przez babcię, która z powodzeniem zastępowała Słońce.



Polecam tę książkę wszystkim dociekliwym dzieciakom i zgłaszam do wyzwań Powrót do dzieciństwaWyPożyczoneCzytam, ile chcę.

Anna Klejzerowicz "Medalion z bursztynem"

Z twórczością Anny Klejzerowicz miałam okazje zapoznać się jakiś czas temu czytając "Listy z powstania". Niedawno sięgnęłam po jej kolejną powieść "Medalion z bursztynem".


To historia taka jaka lubię: tajemnica rodzinna, przenikanie dwóch światów: tego współczesnego i tego dawnego, śledztwo detektywistyczne. A wszystko zaczyna się od tego, jak podczas porządkowania mieszkania po babci Ewa znajduje ukrytą kopertę, a w niej stary naszyjnik z bursztynem oraz list adresowany do jaj mamy. Przy pomocy męża postanawia odnaleźć swoje korzenie, nie wiedząc że historia jej rodziny przeplata się ze zbrodnią z przed lat.
Więcej nie zdradzę, a kto lubi takie klimaty powinien koniecznie przeczytać.
Książkę zgłaszam do wyzwań: WyPożyczoneCzytam, ile chcęZatytułuj się

niedziela, 20 sierpnia 2017

Powrót do przeszłości

Zgodnie z obowiązującą jeszcze podstawą programową pod koniec VI klasy na lekcjach historii Młody uczył się o czasach PRL-u. Pomogły mu w tym książeczki wydawnictwa MAC z serii "Gdy rodzice byli dziećmi".


W założeniu seria ta będzie liczyć 6 części. Na razie wydano trzy, które już mamy i czekamy na resztę.


W tych niewielkich książeczkach zawarto nie tylko ciekawostki z przeszłości, ale także gry, propozycje zabaw, łamigłówki. Są też oczywiście naklejki, a przydadzą się nożyczki.





Rodzice oraz dziadkowie (bo książki zainteresowały też moją mamę) wspominają z nostalgią, a dzieci uczą  się mimowolnie i zastanawiają jak można było żyć bez komputerów, telefonów i innych przydatnych gadżetów.

A żeby jeszcze bardziej zgłębić temat wypożyczyliśmy książkę Magdaleny Zarębskiej "Kaktus na parapecie". Tą niewielką książeczkę przeczytałam dosłownie w jedno popołudnie czekając na Małego, który od niedawna chodzi na treningi piłkarskie dla dzieci. Młodemu zajęła ona chyba dwa wieczory. Stwierdził, że fajna, ale przeznaczona chyba dla ciut młodszych niż on sam dzieci.


Główny bohater tej opowieści, w pewien nie do końca wyjaśniony sposób, przenosi się w czasie i pewnego dnia budzi się w świecie z przeszłości. Dokładnie w 1979r. Dość szybko przekonuje się, że prawdopodobnie zamienił się miejscami ze swoim imiennikiem, żyjącym wczasach PRL-u. Co dziwne, za wyjątkiem najlepszego przyjaciela chłopca,  nikt nie dostrzega tej zamiany. Z pomocą Krzyśka szybko musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Wprawdzie nie ma tu komputera, iPoda, ale ma więcej swobody, może sam poruszać się po mieście, nie jest ciągle kontrolowany przez rodziców.
Pomimo paru niejasności książkę fajnie się czyta i staje się ona okazją do wielu międzypokoleniowych rozmów.
Zgłaszam ja do wyzwań:Czytam, ile chcęWyPożyczonePowrót do dzieciństwa.


środa, 16 sierpnia 2017

Warszawa

W końcu udało nam się zrealizować długo odkładaną wycieczkę do Warszawy. Ostatni raz byliśmy tam ponad 2 lata temu. Mały już tego nie pamięta. Zwiedziliśmy wtedy Stadion Narodowy wraz z wystawą klocków Lego oraz Muzeum Techniki.

Teraz głównym punktem programu było Muzeum Powstania Warszawskiego.
Początkowo zastanawiałam się, czy nie powinnam Małego zostawić w domu, czy Powstanie Warszawskie to nie za trudny temat dla sześciolatka. Przekonała mnie sala Małego Powstańca znajdująca się na terenie placówki oraz fakt, że Muzeum można zwiedzać z dziecięcymi wózkami.

Ciężko opisać moje własne emocje związane ze zwiedzaniem Muzeum. Chłopcy podeszli do tego w nieco inny sposób. Priorytetem było dla nich zbieranie karteczek z kalendarium Powstania oraz podziwianie Liberatora oraz broni i amunicji. Młody na własne oczy mógł zobaczyć kanał, o którym czytał w książce "Galop 44".  Ale i tak jestem z nich dumna, bo na każdym kroku wykazywali ogromne zainteresowanie i zrozumienie dla tej tragicznej przeszłości. O tym jak wiele zapamiętał mój sześciolatek świadczą jego rozmowy z tatą, któremu opowiadał o złych hitlerowcach i dobrych Anglikach zrzucających Polakom pomoc na spadochronach.

Ale Warszawa to nie tylko Muzeum na Woli. Przed południem udało nam się pospacerować po Starówce. Chłopcy zobaczyli Zamek Królewski, Kolumnę Zygmunta, Pomnik Małego Powstańca, Barbakan oraz Warszawską Syrenkę.






Na Rynku starego Miasta Mały ogłosił się "królem ptaszków". Z radością oddał im swoją bułkę, a wróbelki dosłownie ustawiały się w kolejce i jadły mu z ręki.


Nie byłabym sobą, gdybym z tej wycieczki nie przywiozła kilku książkowych pamiątek, zakupionych w muzealnym sklepiku.

"Czy wojna jest dla dziewczyn" Pawła Beręsewicza" przeczytałam Małemu w pociągu, w drodze powrotnej. To historia Eli, którą pewnego dnia zaskoczyła II wojna światowa i zabrała jej dzieciństwo.
Na Warszawę zaczynają spadać bomby, tata musi się ukrywać, a jej dom wciąż nachodzą nieprzyjemni panowie w czarnych płaszczach. Mama początkowo całe dnie pracuje w szpitalu, później także gdzieś znika. Ela z czasem wstępuje do harcerstwa i bierze udział w Powstaniu Warszawskim. Przekonuje się, że wojna niestety jest też dla dziewczyn.
Książka, mimo iż smutna i poważna w bezpieczny sposób wprowadza dzieci w tematykę wojny. Jednak mój Mały nie był chyba jeszcze na nią gotowy i myślę, że wrócimy do niej za 2, może 3 lata.


Drugą zakupioną lekturę "Mój tato szczęściarz" Joanny Papuzińskiej przeczytałam na razie sama. Książka ta to swoisty spacer ulicami okupowanej Warszawy, jaki odbywamy z Asią, jej bratem i tatą, który opowiada własne historie w Powstania Warszawskiego. Ponieważ obok niezwykłych ilustracji widnieją też małe mapki, można ją zabrać na wędrówkę ulicami stolicy, co na pewno uczynimy gdy synek trochę podrośnie.


Ostatnią książkę wybrał sobie Młody, choć ja także byłam jej ogromnie ciekawa. Tytusa, Romka i A'Tomka, znamy przecież z zabawnych komiksów, a tu Papcio Chmiel uczynił ich warszawskimi powstańcami.
Szczerze mówiąc nie wiedziałam, że Henryk Jerzy Chmielewski sam był uczestnikiem Powstania. On sam pisze: "Chciałem wciągnąć moich bohaterów w historię, której sam byłem uczestnikiem (...) To, co narysowałem, nie może oczywiście służyć jako dokument historyczny, lecz mimo że jest fantazją, opiera się na prawdziwych wydarzeniach powstańczych.Liczę, że taki sposób przedstawienia epizodów z tamtego okresu pobudzi młodszych czytelników do poznania prawdziwej historii Powstania."
Dla nas ta książka była świetnym uzupełnieniem prawdziwej historii. Na pewno jescze nie raz do niej wrócimy.


 Książki zgłaszam do wyzwań Powrót do dzieciństwaCzytam, ile chcę