czwartek, 12 lutego 2015

Tajemnice detektywów

Dużo tu piszę o tym co czytam Małemu, pomijając zupełnie upodobania czytelnicze Młodego. A on również uwielbia pochłaniać książki. Ostatnio najbardziej wciągają go książki detektywistyczne.
Jedną z jego ulubionych serii są powieści Martina Widmark i Heleny Willis "Biuro detektywistyczne Lessego i Mai"


Tytułowi bohaterowie są chyba w wieku Młodego, chodzą do tej samej klasy i mieszkają w szwedzkim miasteczku Valleby. Wspólnie prowadzą małe biuro detektywistyczne, które pomaga mieszkańcom miasta w rozwiązywaniu przeróżnych zagadek.Oczywiście każda sprawa kończy się sukcesem, co natychmiast zostaje odnotowane w miejscowej gazecie.
Książeczki te nie są zbyt długie, synek potrafi przeczytać jedną w jeden wieczór. Treść zainteresuje już nawet 6 latka. A Młodemu najbardziej podoba się mapa miasteczka znajdująca się na początku każdej książki.


Od dziś Młody dostaje szlaban na powieści detektywistyczne. Musi przeczytać "Małą księżniczkę". Jak mus to mus.

wtorek, 10 lutego 2015

Czarownice

W naszej wiejskiej bibliotece dopadły nas dwie czarownice. Jedna całkiem sympatyczna, druga taka sobie.

Ta pierwsza została stworzona przez Maję Strzebońską. Nie ma imienia, jest po prostu czarownicą lub wiedźmą. Z zestawu książeczek o jej przygodach udało nam się dostać dwie.


I jak tu nie polubić Baby Jagi, która przygarnia małego kotka, robi mu posłanie w kartonowym pudełku, a potem i tak pozwala mu spać na własnej głowie.


W drugiej książeczce po domku czarownicy szaleją już trzy kociaki. I chociaż są niegrzeczne, wiedźma wcale się na nie nie gniewa, tylko cierpliwie ratuje z opresji.

Druga pozycja: "Bambarycja, nowoczesna czarownica" autorstwa Ann Rocard nie zachwyciła nas już tak bardzo.

Ta wiedźma podróżuje na odkurzaczu i uwielbia robić innym psikusy. W ślad za nią podążają blaszany smok i dwaj bracia Marek i Darek. Pilnują oni wiedźmy by nie wyrządziła ona za wiele szkód.


Co ciekawe Mały nie słyszał jeszcze o najbardziej znanej czarownicy - tej z bajki o Jasiu i Małgosi. Trzeba koniecznie nadgonić tę stratę.

niedziela, 1 lutego 2015

Ulepimy dziś bałwana

Styczeń minął w zastraszającym tempie. Wszystko kręci się wokół pracy, szkoły, przedszkola.
Dni wciąż jeszcze krótkie więc na wspólną aktywność czasu brak.
Na szczęście doczekaliśmy się ferii, no i śniegu.
Pierwszy biały puch pojawił się u nas już po świętach. Zanim zniknął chłopcy zdążyli ulepić:

trochę nieporadnego bałwana
 i fortecę.

A taki mamy widok z okna:



Zasypało na biało.

niedziela, 28 grudnia 2014

Książkowe prezenty pod choinką

Święta, święta i po świętach .... chciałoby się powiedzieć. Mimo, iż w tym roku do świętowania mieliśmy jeszcze weekend, te dni stanowczo a szybko mijają. Na szczęście w domu stoi jeszcze choinka, w kościele okazała szopka, a wszyscy wkoło nucą kolędy.
Choinka jak co roku musiała być żywa i duża - żeby  zmieściło się pod nią dużo prezentów.
A wśród prezentów nie mogło zabraknąć książek. Dzieciątko wie, ze cała nasza rodzina lubi czytać i zostawiło nam całkiem sporo paczek z lekturami.
Najpierw książeczki Małego. Spośród długiej listy książek podpatrzonych na innych blogach wybrałam 3 zestawy.
Nr 1 to "Opowiem ci mamo co robią auta". To był strzał w dziesiątkę. Mały jest wiernym fanem wszelkich samochodzików, więc każdy prezent musi zawierać jakiś pojazd. No a książka o autach to już szczyt marzeń. Czytamy ja każdego wieczora i codziennie znajdujemy w niej jakiś nowy szczegół. Mały z coraz większym zapałem opowiada mi co robią auta, choć dotychczas nie lubił się udzielać przy czytaniu.


Dokupiłam też od razu "Samochodowy blok rysunkowy", ale na razie nie odpakowałam go jeszcze. Myślę, że Mały musi jeszcze trochę do niego dorosnąć.


Drugą pozycją, którą Mały wyciągnął spod choinki był "Kuferek pełen przygód Kajtusia".


W tej teczuszce znajduje się sześć książeczek o całkiem zwyczajnych przygodach małego chłopca. Mały bardzo lubi takie historia z życia wzięte, więc myślę, że nasz kuferek będzie się rozrastał.  Kajtuś został polubiony tym bardziej, że Dzieciątko podarowało też 2 zeszyty z zadaniami do wykonania. Te dla 3-4 latków są akurat na poziomie Małego i chętnie po nie sięga. Ma tylko problem z zapamiętaniem imienia głównego bohatera i Kajtuś często jest u nas Maciusiem.


Ostatni zestaw to gra "Łap kolory" i dwie książeczki z przygodami o Basi.




Książki jeszcze nie przeczytane, ale gra już wypróbowana. Okazało się, że zainteresowała i Małego i Młodego, ale chłopcy nie mogą grać w nią razem. Mały choć świetnie pojął zasady i nie ma żadnych problemów z odgadywaniem kolorów poszczególnych przedmiotów, to brakuje mu refleksu i nie ma żadnych szans ze starszym bratem. Młody  kolei chce się wykazać i wkurza go to, że musi dawać fory Małemu. Tak więc ja gram naprzemiennie raz  młodszym, raz ze starszym synem i świetnie się przy tym bawię.

Żeby nie było... Młody też znalazł książki pod choinką. I to aż 7 książek.

Jestem ciekawa czy "Opowieści z Narnii" go wciągną. Przyznam szczerze, że gdy byłam dzieckiem nigdy nie słyszałam o tej serii. Pamiętam, że miałam w domu książkę "Siostrzeniec czarodzieja". Nie wiedziałam, że jest częścią większej całości i po prostu mi się nie podobała. Dopiero dwa lata temu przeczytałam "Lew czarownica i stara szafa" i naprawdę się zachwyciłam. Żeby przeczytać resztę muszę poczekać na Młodego. Za niedługo będą omawiać Narnię w szkole, więc wtedy odpakujemy nasze opowieści.

Książkę pod choinką znalazł też tata.

Chyba mu się podoba bo przeczytał już połowę. Nie ukrywam, że sama też mam ochotę na tę pozycję. Mieliśmy iść do kina na film "Bogowie", ale jak zwykle nam nie wyszło, to chociaż sobie poczytamy.

A dlaczego dla mnie nie było książek pod choinką? Odpowiedź jest prosta. Miesiąc temu, na urodziny dostałam od moich chłopaków czytnik e-booków. Teraz mam mnóstwo książek w zasięgu ręki. A po te papierowe chodzę do biblioteki.




Prawie wszystkie książki kupiłam w promocyjnych cenach w internetowej księgarni Matras (stamtąd pochodzą te zdjęcia). Jedynie Basię i Narnię udało mi się upolować w bardzo okazyjnych cenach na allegro.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Adwent z ospą w tle

Na początku wszystko było tak jak powinno: odkrywaliśmy kolejne zadania z kalendarza, szukaliśmy Mikołaja, 6 grudnia byliśmy nawet w teatrze ma "Bajce o jazzie"
 

 No a w poniedziałek już wiedzieliśmy. Te czerwone kropki na plecach Małego to nie alergia na orzeszki, którymi się zajadał, tylko ospa, na która poległo pół przedszkola.

Dziś Mały jest już zdrowy, za to ospę strasznie przeżywa Młody. Zarażone są też moje bratanice, do których wybraliśmy się z pierwszymi kropkami Małego.

Mimo wszystko staraliśmy się zrealizować wszystkie adwentowe zadania.

Śniegu nie ma, więc bałwana ulepiliśmy z papieru.


 Razem z tatą chłopcy zrobili aż 5 stroików.


Malowaliśmy gwiazdki śniegowe.


Tworzyliśmy portrety Mikołaja.


Malowaliśmy bombki - to też pomysł taty.




A na koniec upiekliśmy ciasteczka.

Oprócz tego czytaliśmy świąteczne książeczki, uczyliśmy się piosenek, wierszyków, kolęd.
A teraz życzymy wszystkim Wesołych Świąt.

wtorek, 2 grudnia 2014

Nasz adwentowy kalendarz

Pozazdrościłam innym blogowym mamom pięknych kalendarzy adwentowych z zadaniami dla dzieciaków. Niestety nie jestem aż taka zdolna, żeby samodzielnie zrobić coś podobnego. Ale przeszukałam allegro i dość szybko znalazłam takie cudo w przystępnej cenie:


Postanowiłam, że w kieszonkach kalendarza chłopcy znajda tylko zadania do wykonania, zaś słodką niespodziankę znajdą w tradycyjnym, czekoladkowym kalendarzu. Nawet się nie spodziewałam, że ta przedświąteczna zabawa tak ich wciągnie. Mały, gdy tylko wstanie, dopytuje czy aniołek przyniósł już dla nich karteczkę. Na razie zadania sa miłe łatwe i przyjemne. Pierwszego dnia chłopcy szukali na swoich półeczkach świątecznych książeczek, a przy okazji budowali wieże z książek do projektu z bloga  http://www.otymze.pl/2014/11/wybudujemy-wieze-miasto-ksiazek-edycja.html

 To wieża ulubionych lektur Małego.

 To szeregowiec książek, jakie przynieśliśmy na ten miesiąc z trzech bibliotek.

 To nasz zbiór świątecznych książeczek.

 A te tytuły wybrał do swojej budowli Młody.

Drugi dzień adwentu spędziliśmy w kuchni. Chłopcy piekli słodkie bułeczki z dżemem od cioci Kazi, które potem podjadali do wieczora.


Co będziemy robić dzisiaj jeszcze nie wiem. Na razie Mały jest w przedszkolu, więc aniołek musi poczekać na jego powrót.

niedziela, 30 listopada 2014

Wycieczka do Sandomierza

Z tym moim blogowaniem to jest tak, że nowe posty powstają tylko wtedy, gdy chłopcy chorują i nie idę do pracy.Na szczęście są dość odporni, ale dzięki temu fajne wydarzenia z naszego życia opisuję z dużym opóźnieniem.
Do Sandomierza wybraliśmy sie już prawie miesiąc temu, w długi listopadowy weekend. Była to bardzo spontaniczna wycieczka, bez żadnych planów, zaklepanych noclegów itp.
Wyjechaliśmy "skoro świt" czyli gdzieś ok.11, a wiec do celu dojechaliśmy już po zmierzchu. Po drodze zupełnie przez przypadek zwiedziliśmy niesamowite miasto Szydłów, miasto schowane za murami obronnymi zachowanymi jeszcze z czasów średniowiecza.



.
Sandomierz również nas nie rozczarował. Zwiedzanie rozpoczęliśmy z samego rana od mszy w katedrze. Młody strasznie chciał zobaczyć tych szczęśliwców co służą przy katedralnym ołtarzu, a tu niespodzianka - brak ministrantów. Po mszy szybciutko udaliśmy się na zamek. Muszę przyznać, że coraz więcej muzeów staje się przyjazna dla dzieci. Małego szczególnie zainteresowała wystawa drewnianych zabawek, które mógł wypróbować. Zobaczyliśmy też wystawę współczesnego malarstwa, gdzie bawiliśmy się w zgadywanie: co autor miał na myśli.
Po wyjściu z zamku zaklepaliśmy sobie bilety do sandomierskich podziemi i popędziliśmy do Bramy Opatowskiej, skąd podziwialiśmy takie oto widoki:



Podziemia to droga przez mękę dla Młodego. Nie wiedzieliśmy, że ma on taką fobię. Nie potrafił określić źródła swoich lęków, ale całą trasę szedł uczepiony mojej ręki i marudził jak skazaniec. Na koniec zapytał panią przewodnik po co właściwie zbudowano te lochy i komu są one potrzebne. Dużo bardziej podobało mu się w zbrojowni. W tym niesamowitym miejscu chłopcy z tata na cele mogli po przymierzać wszystkie dostępne zbroje, tarcze, pobawić się dzidami, łukami i inną  dostępna bronią. a mama tylko robiła zdjęcia.


cdn