środa, 21 maja 2014

Burza

Przyszła nagle i na ponad tydzień pozbawiła nas internetu. Ale nie to jest najgorsze. Teraz każda wieczorna chmura jest powodem strachu małego. Znów budzi się w nocy i pochlipuje, że mamy przy nim nie ma. Musimy oswajać burzę i pamiętać, żeby od razu wyłączać wszystko z prądu.

wtorek, 6 maja 2014

Nasze książeczki

Uwielbiam czytać, więc moje dzieci też uwielbiają.

Pierwszą książeczkę kupiłam Młodemu jak miał 6 mies. To była kartonowa książeczka z wierszykiem Juliana Tuwima "O panu Tralalińskim" z serii "Klasyka wierszyka"


Nie pamiętam, dlaczego akurat ten tytuł wybrałam jako pierwszy. Chyba urzekły mnie przepiękne, wyraźne ilustracje i mnóstwo kolorów. Mamy tę książeczkę do dziś, chociaż w stanie mocno wyczytanym, bo oboje chłopców bardzo ją lubiło.

Nasze półki z książkami dość szybko zaczęły wypełniać się literaturą dziecięcą. Jedna z nich wygląda tak:
Górna część to księgozbiór podręczny Małego (układany przeze mnie średnio 5 razy w ciągu dnia a i tak wciąż jest tam bałagan), dół to mieszanka - stoją tam wszystkie gabarytowe książki.
Takich półek mamy jeszcze 5, czasem, zajęty jest nawet parapet.

Kiedy czytamy?  Oczywiście przed snem - to obowiązkowo. Mały wybiera swoją książkę do głośnego czytania przez matkę, Młody zabiera do łóżka swoją - od 3 lat czyta już samodzielnie. Ale nierzadko książeczki Małego okazują się tak wciągające,że Młody porzuca swoją lekturę, wsuwa swój kudłaty łepek matce pod pachę i przygody Krecika przeżywamy we trójkę.
Cieszy mnie też, że ilekroć wracam z pracy na stoliku leży niemały stosik przeczytany przez naszą opiekunkę - babcię Marysię.

Dawno nie kupiłam żadnej książki dla siebie, korzystam z dwóch bibliotek i to mi wystarcza, ale na literaturę dla dzieci mogłabym wydać majątek.

poniedziałek, 5 maja 2014

Pan Kot

Pan Kot wygląda tak:
Mieszka w naszym domu już od dawna. Był takim nietypowym prezentem od kolejowej koleżanki taty, która chciała zrewanżować się za odstąpienie jej biletów na pewną kolejową imprezę. Młody (wówczas 1,5 roczny) z miejsca pokochał tego pluszaka oraz wszystkie inne koty. Pan Kot nigdy nie otrzymał imienia, ale dzielnie znosił bycie ulubioną przytulanką małego smyka. Młody targał go wszędzie: na wycieczki, do piaskownicy, no i do przedszkola. Tam przez cały rok życia w najmłodszej grupie Pan Kot był powiernikiem wszystkich skarg i zażaleń Młodego, a jego futerko wchłonęło wiele łez.

Młody rósł i wydawałoby się, że Pan Kot uda się na zasłużoną emeryturę. Ale na świecie pojawił się Mały i on też zapałał miłością do kotów.  Pan Kot szybko wrócił na swoje zaszczytne miejsce w dziecięcym łóżeczku, a nawet awansował do zasypiania w dziecięcych ramionach. Mały, inaczej niż jego starszy brat, przede wszystkim potrzebuje pluszaka do zasypiania, w dzień nie pamięta za bardzo o jego istnieniu. Woli gonić za innym kotem - Kotkiem Leonem, który jest zwierzakiem naszej sąsiadki, przyszywanej babci Małego.
Tylko Mały może targać Leonka za uszy, tylko on może go głaskać, ja mogę go tylko podglądać przez okno, jak przychodzi w odwiedziny na nasz parapet.
Od września Mały pójdzie do przedszkola. Starszy brat pociesza go: "Nie martw się, pójdziesz tam z Kotem, on ma już doświadczenie."



niedziela, 4 maja 2014

Korzeń imbiru

Już kilka razy starszy, prawie dziewięcioletni syn, zwany młodym poprosił mnie o korzeń imbiru. Gdy ze zdziwieniem spytałam po co mu odpowiedział: "przecież korzeń imbiru jest na nudności, a mnie się nudzi".

No właśnie. Moim dzieciom się nudzi. I to jest moja porażka rodzicielska.

Co robić żeby im się nie nudziło?

Najprościej zająć ich komputerem, ale dla mnie to nie jest rozwiązanie. Jasne, wszystko jest dla ludzi, ale uważam, że godzina dziennie patrzenia w ekran wystarczy. Na szczęście chłopcy o tym wiedzą i choć marudzą, gdy trzeba wyłączyć laptopa, to jeszcze mnie słuchają.

Więc żeby nie wiało nudą kupuję: książki, gry, układanki, zabawki, klocki itp. Mamy już tego multum, a ja wciąż wynajduję coś nowego i kupuję, kupuję, kupuję.
Ale niestety, żadna zabawka nie jest fajna, jeśli do wspólnej zabawy nie są wciągnięci rodzice. a z tym ostatnio mam problem. Sama przed sobą tłumaczę się brakiem czasu i zmęczeniem po pracy, bo często nie chce mi się po raz setny budować parkingu czy remizy, układać puzzli czy grać w planszówkę.

Dlatego właśnie powstał ten blog.

Żeby mi się chciało.

Żebym mogła opisać nasze zmagania na klockowej budowie, naszą kolejną wycieczkę rowerową, zdać relację z wyścigu autek i pokazać nasze wspólne dzieła plastyczne.

Może kogoś do czegoś zainspiruję, pokażę ciekawe miejsce, interesującą książkę czy fajną grę.
A po latach dam do przeczytania chłopakom. Niech sobie powspominają, że w ich domu nie wiało nudą.


sobota, 3 maja 2014

Początek

Dotychczas tylko czytałam blogi. Nałogowo. Ale od dłuższego czasu chodzi mi po głowie myśl, żeby użyć naszego rozklekotanego laptopa do pisania czegoś własnego. O czym? O nas. Tak dla siebie, na pamiątkę. A jeśli zajrzy tu ktoś inny to witam serdecznie.

Nie obiecuję sobie i Wam regularnych wpisów, bo po pierwsze na nadmiar czasu nie narzekam, a po drugie leniwa ze mnie baba i blogowanie może mi się szybko znudzić.

Ostrzegam, że teksty mogą być z błędami bo mój laptop nie ma już kilku klawiszy. Poza tym nie rozgryzłam jeszcze do końca jak się to robi, żeby to co napiszę miało ręce i nogi i jakoś wyglądało. Jednym słowem informatyk ze mnie żaden.

A kim jestem? Matką dwóch chłopaków, żoną kolejarza, a zawodowo  - to tajemnica.