poniedziałek, 25 maja 2020

Dzień Żółwia na słodko

23 maja w kalendarzu świąt nietypowych odnotowano Dzień Żółwia. I w tym właśnie dniu Mały, któremu zachciało się czegoś słodkiego, chwycił mój telefon i poprosił Asystenta Google o przepis na drożdżówki z dżemem. Czy to przypadek, że asystent wyszukał mu  przepis na drożdżowe żółwie? Mały szybko ocenił, że wszystkie potrzebne składniki są w domu i zabrał się do roboty.
A oto efekt jego pracy:





Choć żółwie z natury są powolnymi zwierzątkami, to z talerza zniknęły bardzo szybko :)

Z lepieniem żółwików było trochę roboty, ale  jeszcze kiedyś na pewno je upieczemy.
Przepis pochodzi ze strony kotlet.tv.


Żółwiki – drożdżówki z dżemem 

Składniki:

  • 400 g mąki
  • 200 ml wody
  • 60 g roztopionego masła
  • 1 łyżeczka cukru
  • 15 g świeżych drożdży (7 g suchych)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • ulubiony dżem
  • jajko do smarowania



czwartek, 21 maja 2020

STOP wypalaniu traw!

Problem wypalania traw nie jest nam obcy. Praktycznie co roku na naszych wiejskich polach możemy obserwować takie widoki.



Nie wiemy, kto wypala trawy, ale dziwimy się jak wielka jest niewiedza ludzi, zwłaszcza tych ze starszego pokolenia. Przecież Mały będąc jeszcze w przedszkolu uczył się jak wielką szkodę przynosi to zwierzętom i roślinom. Pamiętam, że bardzo długo przeżywał film, który pokazały im przedszkolne ciocie: uciekające zajączki, martwe jeże, opuszczone ptasie gniazda.

W tym roku pożarów jakby mniej. Ale temat wypalania traw powrócił za sprawą szkoły. Mały napisał w zeszycie notatkę, dlaczego nie wolno wypalać traw, a potem wspólnie wykonaliśmy plakat.


Najpierw poszukaliśmy zielonej kartki imitującej trawę. Następnie wydrukowałam czarne obrazki polnych zwierząt i roślin. w czasie gdy Młody wycinał, Mały farbami malował czerwone i pomarańczowe płomienie. Później chłopcy razem poprzyklejali obrazki i podrasowali jeszcze całość żółtą farbą. Na koniec przykleiliśmy napis wykonany ręką Małego.
I znów praca wspólna, a ocenę i pochwałę od swojej pani dostał Mały. Ale cieszę się, że chłopcy podziałali coś wspólnie.

Tę kolorową pracę zgłaszam do międzyblogowego projektu Pod kolor, który na swoim blogu prowadzi Buba z Bajdocji.


ten link przeniesie Was do Bajdocji, gdzie będziecie mogli zobaczyć jak podziałali inni uczestnicy projektu.

środa, 20 maja 2020

Co robimy w czasie epidemii cz.3

Mam nadzieję, że to już ostatni odcinek z raportem o naszych działaniach w czasie epidemii.
Chłopcy już coraz mniej zadowoleni są z siedzenia w domu, maja znacznie mniej pomysłów na ciekawe zajęcia. Coraz częściej w ich dłoniach widać pady x-boxa lub telewizyjnego pilota. Tata zarządził prace remontowe w garażu, więc pomimo zniesienia części obostrzeń nie wybraliśmy się jeszcze na dłuższą wycieczkę.

Oto kilka wspomnień z minionych tygodni.

1. W dalszym ciągu pieczemy.
Tata i Mały pieką chleby, mama ciasta i słodkie bułeczki. W ogóle nie chodzimy już do piekarni, a tata pomimo powrotu do pracy deklaruje, że będzie piekł nadal. Mały wyspecjalizował się w zakładaniu ciasta chlebowego, choć wydaje mi się, że potrafił by już samodzielnie upiec bochenek.



2. Odkryliśmy cmentarzysko dzików.
Podczas jednego z naszych spacerów po polach Mały znalazł kości zwierząt. Na początku ucieszył się, że będzie sławnym paleontologiem, myśląc że odkrył kości dinozaurów. Zaczął węszyć i szukać dalej. Okazało się, że w gęstych krzakach spoczywają kości przynajmniej trzech zwierząt (trzy czaszki).

 Z pomocą internetu ustaliliśmy że to kości dzików.



Skąd się tam wzięły? Nie wiadomo. Teren leży za blisko zabudowań by mogły stać się ofiarą polowań. Wątpimy też, by zagryzły je inne zwierzęta no bo jakie. Zagadka pozostała nie rozwiązana.
A my przestaliśmy chodzić na pola, bowiem w okolicy pojawiło się stado 8 dzików, bardzo żywotnych. Wśród nich są młode warchlaki. Lepiej się z nimi nie spotkać.

3. Na półce Małego zamieszkał Ekorobot.
Choć to praca wspólna obu moich chłopaków, ocenę z techniki dostał tylko Mały.


4. Wśród gier planszowych królował Super farmer, do którego chłopcy znowu stworzyli własne zasady. Tym razem na dorobionych kartonikach widniały symbole czołgów, wozów bojowych i innych wojskowych pojazdów.

                                                 


5. Co czytaliśmy?
Razem z Małym m.in niewielką książeczkę o przygodach pewnego kota o imieniu Maurizio. Kot jest piosenkarzem, bardzo lubi eleganckie ubrania, dobrą kuchnię i planuje niesamowity koncert w Rzymie. Próbują mu w tym przeszkodzić dwa inne koty, zazdrosne o jego karierę.
Początkowo Mały sceptycznie był nastawiony do tej książki. Nie podobało mu się, że kot jest takim strojnisiem, opisy jego strojów były dla niego nużące. Ale potem przygoda go wciągnęła i książkę zaliczył do ciekawych.


Ja z kolei przeczytałam głośną i reklamowaną wszędzie "Pacjentkę".
Niestety, to książka nie w moim typie. Uważam ją nawet za przereklamowaną. Choć raczej lubię thillery, to ten przez pierwszą połowę ciągnął mi się niemiłosiernie. Na szczęście zaskakujące zakończenie wynagrodziło mi trud czytania.


Znacznie ciekawsza była dla mnie książka nie znanej mi wcześniej autorki Agnieszki Janiszewskiej "Pamiętam". Akcja umiejscowiona pod koniec lat 60-tych - lubię takie klimaty. Tajemnica rodzinna, którą wspólnie usiłują rozwiązać bohaterki. Niby nic porywającego, a jednak dobrze się ją czytało.


Joanna Jax jest jedną z moich ulubionych autorek. Miałam okazję porozmawiać z nią chwilę na targach książki w Katowicach. Byłam bardzo ciekawa jak poradziła sobie z książką, której akcja toczy się w dwudziestoleciu międzywojennym w Petersburgu.
I tym razem nie zawiodłam się. Historia Aleksandra i Leny choć na chwilę przeniosła mnie w tamten barwny świat. Świat pełen kontrastów, w którym bale bogatych oligarchów toczą się tuż obok biedoty mieszczan. Świat, w którym służba nie ma żadnych praw. Świat, w którym do głosu dochodzą komuniści.


Tymczasem niedawno zostały otwarte biblioteki. I w samą porę, bo udało nam się przeczytać już wszystkie nasze zapas. Na zdjęciu poniżej książki, które Młody przywiózł z wiejskiej filii biblioteki. Drugie tyle przywiozłam z miasta. Czas już w końcu kończyć tą kwarantannę :)



Dwie książki z biblioteki zgłaszamy je do wyzwania WyPożyczone.





środa, 6 maja 2020

Kryształy soli

Mały już od pewnego czasu interesuje się minerałami, skałami i kryształami. Na razie jest to mania zbieractwa. Ma już kilka specjalnych skrzyneczek, w których układa swe zbiory. Co jakiś czas je przegląda, przekłada robiąc przy tym wiele bałaganu. Znosi do domu masę kamieni, które w jego mniemaniu są szczególne i mają wielką wartość. Uwielbia też jeździć na Giełdy Minerałów i tam zawsze za parę groszy zaopatruje się w nowe okazy. Póki co nie ma potrzeby pogłębiać wiedzy teoretycznej na ten temat, choć jedną książkę o minerałach znaleźliśmy na naszych półkach.

Już jakiś czas temu Mały wrócił ze szkoły bardzo podekscytowany, gdyż w ramach zadania domowego miał założyć "hodowlę" kryształów soli. Zabrał się do pracy z wielkim entuzjazmem. Ja podchodziłam do tego trochę sceptycznie, bowiem kilka lat wcześniej próbowałam stworzyć takie kryształy z Młodym i nigdy nic z tego nie wychodziło.

Tym razem to Mały przygotowywał roztwór soli, nie pozwalając mi dotknąć nawet łyżeczki.

 


Do wykonania doświadczenia użyliśmy soli himalajskiej, gdyż takiej używamy w domu. Nasz roztwór miał więc różową barwę. Zastanawialiśmy się, czy nasze kryształki też będą różowe.


Zgodnie z instrukcją zawarte w podręczniku Małego zanurzyliśmy w roztworze sznurek i odstawiliśmy szklankę w ciepłe miejsce tzn na kuchenny kaloryfer.

Przez pewien czas nic się nie działo, choć płynu w szklance ubywało.
po pięciu dniach sól zaczęła osadzać się na szklankach naczynia, a na sznureczku zaczęły tworzyć się malutkie białe kryształki.



Po dwóch tygodniach cała woda wyparowała, a Mały (podobno) stał się właścicielem najładniejszego kryształu solnego w całej klasie.



Skoro tak dobrze nam poszło postanowiliśmy wyhodować jeszcze kryształowe drzewo z gotowego zestawu kupionego w Smyku.


Zmontowaliśmy papierowe drzewko, wymieszaliśmy roztwór i wlaliśmy go do podstawki.


Pierwsze efekty było widać już po dwóch dniach.
A po tygodniu drzewko prezentowało się tak.


W tym przypadku żółty kolor kryształków to efekt zabarwienia papierowego drzewka. Im większe kryształki, tym były one bledsze. Kolor stopniowo zanikał.

Nasze kryształowe doświadczenia zgłaszam do międzyblogowego projektu Pod kolor, który na swoim blogu prowadzi Buba z Bajdocji.


Troszkę ostatnio go zaniedbałam.
ten link przeniesie Was do Bajdocji, gdzie będziecie mogli zobaczyć jak podziałali inni uczestnicy projektu.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Święta w czasie epidemii.

Dziwna to była Wielkanoc. Inna niż wszystkie. Spokojniejsza, wyluzowana, taka domowa.

Pierwszy raz od czasu jak mieszkamy na wsi, nie uczestniczyliśmy w obrzędach Triduum Paschalnego. Zawsze ten czas spędzony w kościele był dla mnie czasem wyciszenia, refleksji i spotkania z Bogiem. Nie potrafię modlić się w domu. Nie oglądam transmisji Mszy Św. Tak już mam, że tylko w murach kościelnych potrafię naprawdę naprawdę odczuć Boską obecność. Jednak w Wielki Czwartek i Wielki Piątek oglądaliśmy z Młodym transmisję nabożeństw z Jasnej Góry.
W Wielką Sobotę - niespodzianka. Strażacy z OSP przywieźli nam księdza, który pobłogosławił świąteczne koszyczki.


 Była też okazja by zobaczyć  sąsiadów, chwilę porozmawiać. Kto mógł przypuszczać, że jednego z nich widzieliśmy już po raz ostatni. I to wcale nie koronawirus zabrał go do lepszego świata :(

W Wielkanocną Niedzielę chłopcy tradycyjnie już na posianej rzeżusze znaleźli słodkości przyniesione przez Zajączka.


Dodatkowo Mały miał w tym dniu urodziny. To już dziewiąte. Dumny przez cały dzień odbierał telefony od rodziny i znajomych. Na szczęście udało nam się zamówić wymarzony mikrofon, bo przecież urodziny bez prezentów nie istnieją. Dostał też puzzle i książkę, które zdążyłam kupić jeszcze przed epidemią i to też bardzo mu się podobało.

W Wielkanocny Poniedziałek urządziliśmy chłopakom taki śmigus - dyngus, że będą go pamiętać dłużej niż kwarantannę. Rano skromnie, lekkie pokropienie na obudzenie. Za to po śniadaniu przygotowaliśmy w ogrodzie stanowiska bazowe z wiadrami pełnymi wody, wybraliśmy rodzaj broni (ja np. miałam konewkę) no i zaczęło się. Zabawa była super, tylko biedny pies biegał między nami i nie wiedział co się dzieje. Do domu wróciliśmy mokrusieńcy. A po południu śmigus - dyngus urządziła nam pogoda.

Odpoczęliśmy w te Święta. Choć z babciami rozmawialiśmy tylko przez telefon, choć nie odbyła się zaplanowana huczna impreza urodzinowa, choć nie mogliśmy iść do kościoła an pojechać w góry, to było dobrze, rodzinnie, spokojnie.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Podróż do Lipowa

Oczywiście podróż literacka z Katarzyną Puzyńską w roli przewodnika.

"Motylka" pożyczyła mi mama. Później dokupiłam sobie "Trzydziestą pierwszą". No a skoro już dwie książki serii stały na półce wypożyczyłam "Więcej czerwieni" i zaczęłam czytać.


Generalnie książki są świetne. Wciągająca fabuła, zagadka, której rozwiązania ciężko się domyślić, to naprawdę doskonale skonstruowane kryminały. Jest jednak kilka szczegółów do których po prostu muszę się przyczepić.
Akcja całego cyklu rozgrywa się w małej wiosce Lipowo niedaleko Brodnicy. Sama mieszkam na wsi. Mamy szkołę, kościół, bibliotekę kilka sklepów, remizę strażacką, ale komisariatu policji nie ma chyba w żadnej polskiej wsi. A Lipowo owszem, posiada komisariat, w którym na stałe pracuje 4 policjantów, plus dodatkowo matka komendanta, która nie do dość, że zajmuje się pracą biurową, to jeszcze dokarmia wszystkich ciastem domowej roboty. Jakby tego było mało, to sąsiednia kolonia Żabie Doły też posiada swój komisariat, o czym dowiadujemy się w "Więcej czerwieni". Kolonia to coś mniejszego niż wieś, a jednak ma swoich stróżów prawa. 


Druga rzecz, która troszeczkę mnie irytowała, to znikający bohaterowie. W "Motylku" poznajemy czterech funkcjonariuszy lipowskiego komisariatu. Po przeczytaniu "Łaskuna" dalej nie wiem gdzie podziali się dwaj z nich. A ich perypetie rodzinno-domowe zapowiadały się dość interesująco.


"Utopce" najmniej mnie zainteresowały. Autorka cofnęła nas w czasie aż do roku 84. Daniel i Klementyna muszą rozwikłać zagadkę ofiary krwiożerczego wampira. Nie dla mnie takie klimaty. Natomiast w "Łaskunie" nie podobała mi się nagonka na Podgórskiego. Tak w ogóle liczyłam na to, że jego historia potoczy się jakoś bardziej szczęśliwie, a tak, nie wiadomo czego się dalej spodziewać w tym wątku.


Generalnie, po przeczytaniu sześciu tomów serii mam ochotę na jeszcze, ale muszę poczekać, aż otworzą biblioteki.

Aż pięć z tych książek zgłaszam do wyzwania WyPożyczone

środa, 8 kwietnia 2020

Co robimy w czasie epidemii cz.2

W domu siedzimy już prawie miesiąc. To dla wielu rodzin bardzo trudny czas. My mamy to szczęście, że dysponujemy dość sporym ogródkiem i polami tuż za domem. Chłopcy są wybiegani, grają w siatkówkę, piłkę nożną, pomagają w ogrodzie. Razem z tatą wykonali ogrodzenie naszych grządek, żeby nie zostały zdeptane przez psa.
Również ich charaktery pomagają im przetrwać czas w odosobnieniu. Młodemu zdalne nauczanie bardzo odpowiada. Z kolegami komunikuje się pisząc do nich wiadomości, efekty swej nauki wysyła nauczycielom. Mały również nie tęskni za szkołą, co w jego przypadku wydaje się akurat dziwne. Ale póki co nie drążymy tematu i pozwalamy mu cieszyć się wolnym czasem spędzonym z rodzicami. Musimy go tylko pilnować, żeby za bardzo nie zaprzyjaźniał się z bajkami w telewizji.

A co jeszcze u nas słychać:

1. Pieczemy.
Chleby, bułeczki, drożdżówki, obwarzanki, ciasta i ciasteczka.
To ostatnio ulubiona aktywność Małego. Sam wyszukuje już interesujące przepisy, sprawdza, czy mamy wszystkie składniki, a potem z niewielką pomocą mamy lub taty działa. Mąki ubywa nam w zastraszającym tempie. Chyba znów trzeba będzie zamawiać.





2. Puszczamy samoloty.
Mieszkanie na końcu świata ma swoje dobre strony. Możemy wyjść na pola, pojeździć na rowerze i wypróbować samoloty, które Młody cały rok skleja w Domu Kultury.





Przy okazji zrobiliśmy też dwie palmy świąteczne. Jednak długo nie postały w domu, bo okazało się, że razem z baziami przynieśliśmy jakieś robaczki i palmy musiały wynieść się na taras.



3. Za nami tez pierwsze wiosenne ognisko z kiełbaskami i pieczonymi jabłkami.



4. Gramy w karty i planszówki
W tym tygodniu na stole były: Monopoly, Twoja kolej oraz Amazonia.


5. Działamy twórczo.
Co prawda, jakby pani w szkole nie zadała to tych prac by nie było, ale Mały robił je zupełnie samodzielnie, bez ponaglania, z uśmiechem na twarzy.

Bocian

Eskimos

Wiosna

5. Siejemy rzeżuchę.
Mimo trudnych czasów Mały ma nadzieję, że Zajączek odnajdzie drogę do naszego domu i szykuje dla niego przekąskę.



6. Czytamy.
U Małego kilka różnych książek pozaczynanych.
Zainspirowani czytanką w podręczniku przeczytaliśmy "Ciumkowe historie" Pawła Beręsewicza, które mieliśmy na własnej półce. Bardzo polubiliśmy tą zabawną rodzinkę i na pewno będziemy szukać innych ciumkowych przygód w bibliotece.


"Złota kula" Hanny Ożogowskiej także przypadła mu do gustu. Mimo, że napisała została ponad 50 lat temu przygody Pawła, Bronka i Zulki wciągają Małego. Musiałam mu zademonstrować jak to dawniej dostawało się w szkole po łapach. Dziwi go też swoboda jaką mają bohaterowie - często zostają sami w domu lub znikają na całe dnie w parku wyposażeni przez mamę w kanapkowy prowiant. Ale jak sam przyznał: Fajne to.



Samodzielnie Mały zaczął czytać "Upiorną rodzinkę". Ta książka trafiła do nas po jakiejś wymianie ŚBKów. Mały dzielnie czyta a potem opowiada mi treść. Ja książkę tylko przejrzałam i stwierdziła, że długo nie postoi na naszych półkach - na kolejnej wymianie pójdzie w świat.



Mały bardzo lubi książki obrazkowe, w których trzeba wyszukiwać szczegóły. "Gdzie jest pingwin" kupiłam Młodemu już dawno temu. Nie wzbudziła ona u niego większego zainteresowania. A Mały jest zachwycony.




A ja czytam sobie "Czapkinsa" czyli kolejną książkę o górach. Nie wiem czy Tomka Mackiewicza można nazwać himalaistą. Był strasznie zagubionym i pogmatwanym człowiekiem. Wyszedł z  narkotykowego nałogu, ale całe życie zmagał się z depresją. W górach odnajdywał spokój. Wspinał się sam, bez pomocy Szerpów, a więc nie ryzykował ich życia. 7 razy wracał na Nanga Parbat by w końcu zostać tam na zawsze.



Kiedy wrócimy do normalności - nie wiadomo. Przed nami Święta inne niż wszystkie i urodziny Małego. Ale nie załamujemy się.

Dwie książki z biblioteki zgłaszamy je do wyzwania WyPożyczone.