niedziela, 30 listopada 2014

Wycieczka do Sandomierza

Z tym moim blogowaniem to jest tak, że nowe posty powstają tylko wtedy, gdy chłopcy chorują i nie idę do pracy.Na szczęście są dość odporni, ale dzięki temu fajne wydarzenia z naszego życia opisuję z dużym opóźnieniem.
Do Sandomierza wybraliśmy sie już prawie miesiąc temu, w długi listopadowy weekend. Była to bardzo spontaniczna wycieczka, bez żadnych planów, zaklepanych noclegów itp.
Wyjechaliśmy "skoro świt" czyli gdzieś ok.11, a wiec do celu dojechaliśmy już po zmierzchu. Po drodze zupełnie przez przypadek zwiedziliśmy niesamowite miasto Szydłów, miasto schowane za murami obronnymi zachowanymi jeszcze z czasów średniowiecza.



.
Sandomierz również nas nie rozczarował. Zwiedzanie rozpoczęliśmy z samego rana od mszy w katedrze. Młody strasznie chciał zobaczyć tych szczęśliwców co służą przy katedralnym ołtarzu, a tu niespodzianka - brak ministrantów. Po mszy szybciutko udaliśmy się na zamek. Muszę przyznać, że coraz więcej muzeów staje się przyjazna dla dzieci. Małego szczególnie zainteresowała wystawa drewnianych zabawek, które mógł wypróbować. Zobaczyliśmy też wystawę współczesnego malarstwa, gdzie bawiliśmy się w zgadywanie: co autor miał na myśli.
Po wyjściu z zamku zaklepaliśmy sobie bilety do sandomierskich podziemi i popędziliśmy do Bramy Opatowskiej, skąd podziwialiśmy takie oto widoki:



Podziemia to droga przez mękę dla Młodego. Nie wiedzieliśmy, że ma on taką fobię. Nie potrafił określić źródła swoich lęków, ale całą trasę szedł uczepiony mojej ręki i marudził jak skazaniec. Na koniec zapytał panią przewodnik po co właściwie zbudowano te lochy i komu są one potrzebne. Dużo bardziej podobało mu się w zbrojowni. W tym niesamowitym miejscu chłopcy z tata na cele mogli po przymierzać wszystkie dostępne zbroje, tarcze, pobawić się dzidami, łukami i inną  dostępna bronią. a mama tylko robiła zdjęcia.


cdn

środa, 22 października 2014

Potwory i straszydła

Generalnie chłopcy nie boją się potworów. Często sami bawią się w ten sposób, że Młody straszy Małego, a ten z wielkim piskiem i głośnym śmiechem ucieka do zrobionej wcześniej kryjówki.
Kiedy Mały zobaczył w bibliotece książeczkę "Królewna Lenka przegania strachy", wiedziałam, że będę musiała czytać ją kilka razy.


Historia zaczyna się całkiem niewinnie. Mała królewna bawi się z przyjaciółmi w wymyślanie "najstraszniejszych straszydeł, jakie przyjdą do głowy".


Ale kiedy przychodzi wieczór, okazuje się, że Lenka nie może przestać myśleć o potworach, wydaje jej się nawet, że pod łóżkiem zamieszkał jeden z nich.





Na szczęście królowa mama znajduje sposób na rozprawienie  się z nieproszonym gościem i cała historia dobrze się kończy.

Mały od razu przyznał, że żadnych potworów się nie boi i z entuzjazmem wziął udział w zabawie w wymyślanie najstraszniejszych straszydeł. Efektem tego są dwa portrety potworów jeden autorstwa mamy, drugi stworzony przez małego.



I co, który straszniejszy?

wtorek, 14 października 2014

Rozmówki

Tyle razy sobie obiecuję, że będę zapisywać zabawne dialogi moich synów, ale oczywiście zapominam je szybciej, niż sobie przypomnę, że miałam zapisać. Dziś tak na szybko trzy rozmówki.

Pierwsza:
Dawno temu, gdy Młody miał 5 lat i poznawał literki, chwalił się, że potrafi napisać imię taty.
- To powiedz nam jak to napiszesz?
- T, A, T, A - odparł zadowolony Młody.

Druga:
Pytam Małego kogo kocha. Synek bez zastanowienia zaczyna wymieniać:
- Mamę, tatę, braciszka...
- I kogo jeszcze? - dopytuję się.
 - Dziadka, Babcię Irkę, Babcię Krysię...
- I kogo jeszcze?  - drążę temat.
 - Babcie Marysię, Babcię Jankę...
 - I kogo jeszcze?
- A mam jeszcze jakąś babcię? - pyta Mały.

Trzecia:
Mały opowiada.
- Ja już jestem duży i jutro nie idę do przedszkola tylko idę z Młodym do szkoły.
- Tak, a co ty będziesz robił w tej szkole? - pytam
- No Młody mnie nauczy co się robi w szkole - odpowiada mój rezolutny trzylatek.

poniedziałek, 13 października 2014

Czas na naukę cyferek

Mały zafundował mamie 3 dni wolnego. Siedzimy sobie w domku i smarkamy i kaszlemy. Dobrze, że nie ma gorączki.
Żeby nie zmarnować tego krótkiego urlopu, postanowiłam, że czas najwyższy zacząć uczyć Małego cyferek. Synek bardzo entuzjastycznie podszedł do tematu i tak w 3 dni przerobiliśmy 3  cyferki.

W środę powstała jedynka wyklejona plasteliną. Bardzo szybko dołączyła do niej plastelinowa lokomotywa, ale odjechała w długą podróż i nie zdążyłam zrobić jej zdjęcia.



Czwartek do dzień dwójki. najpierw namalowałam ją klejem na kartce, a potem Mały posypywał ją kaszka manną. Na koniec ostrożnie zdmuchnęliśmy kaszkę z papieru i naszym oczom ukazała się piękna cyferka. Małemu tak spodobała się ta zabawa, że stworzył jeszcze dwa zupełnie autorskie dzieła  kaszkowe, a ja miałam masę sprzątania.


W piątek Mały sam od rana upominał się o kolejna cyferkę. Powstała podobną techniką jak dwójka, tylko zamiast kaszki użyliśmy zielonej posypki do ciasteczek.


Oczywiście przez cały dzień przeliczaliśmy też autka, mazaki, fasolki, grupowaliśmy w zbiory po 3, układaliśmy w pary itp.

Dużym urozmaiceniem była zabawa z kartami edukacyjnymi Czu Czu "Znam cyferki".


Zestaw ten zawiera 64 ilustracje na 32 laminowanych kartach, mazak suchościeralny oraz ściereczkę.


Na kolejnych kartach dziecko ćwiczy pisanie cyferek po śladzie, przelicza różne elementy a przy tym świetnie się bawi. Swoja pracę może szybko zetrzeć ściereczka i zacząć zabawę od nowa.



 Jak widać pisanie po śladzie nie sprawia synkowi problemów, ale na samodzielne pisanie cyferek, jest jeszcze trochę za mały.

Wyszperałam też w bibliotece bardzo fajną, chociaż wiekową książeczkę do nauki liczenia. Szybko stała się ulubioną lekturą do poduszki. Mimo zamykających się oczu, Mały nie zasnął dopóki nie policzył wszystkich motylków, owoców, zabawek, klocków itp





Dziś ostatni dzień (mam nadzieję) chorowania Małego. Powoli przypominamy mu, że już niedługo znów odwiedzi swoje przedszkole, fajnych kumpli i panie. Żal tylko go budzić o tak wczesnej porze, więc dziś wieczorem będziemy liczyć tylko owieczki.

czwartek, 9 października 2014

Obrazki dla maluchów

Mamy stanowczo za dużo książek. Dlatego co jakiś czas robię przegląd i to co już oczytane wynoszę do biblioteki. To dobre rozwiązanie, bo jeśli kiedyś za nimi zatęsknimy, możemy je sobie po prostu wypożyczyć.
Są jednak takie książeczki, których nie oddam nikomu, chociaż chłopcy już z nich wyrośli. Trafiają one do pudła, które nazywam "Dla wnuków".
Ostatnio do tego pudła powędrowała kolekcja "Obrazków dla malucha".


 Jest to cykl małych, sztywnych książeczek, w których na każdej stronie mamy jeden obrazek i krótki podpis do niego.



Książeczki te zaczęłam kupować dopiero gdy urodził się Mały. Gdy Młody był roczniakiem, wydawało mi się bez sensu gromadzić książki, w których tekstu jest tyle co kot napłakał. Ale z czasem zmieniłam  zdanie i razem z Małym zakochaliśmy się w tych obrazkach. I choć na rynku jest sporo podobnych pozycji nas urzekła jedynie ta seria.
Udało nam się zgromadzić aż 9 tytułów: Wieś, Przyroda, Zabawki, Krok po kroku, Świat w ruchu, Kolory, Dzikie zwierzęta, Instrumenty i Pojazdy. Prawie zawsze czytaliśmy je wszystkie naraz.


 Oczywiście puste miejsce na półce już dawno zostało zapełnione nowymi książkami - wciąż ich przybywa.


poniedziałek, 6 października 2014

Minął wrzesień.

Minął wrzesień a my powoli odnajdujemy się w nowej rzeczywistości. Przedszkole okazało się prawdziwą rewolucją w naszym życiu. stajemy przed szóstą, rozwozimy śpiące jeszcze dzieci do placówek, do domu wracamy ok. 17. Na dodatek trzy razy w tygodniu wozimy jeszcze starszego na treningi i na basen. Wstyd powiedzieć, ale lekcje odrabiamy późnym wieczorem. Na szczęście Młody podszedł do czwartej klasy bardo ambitnie i na razie zbiera same piątki. Mały ma wystarczającą ilość zajęć w przedszkolu, więc popołudnia ma wolne. W zależności od poziomu zmęczenia mamy budujemy wtedy parkingi lub oglądamy bajki. Ale udało nam się zrobić jedną jesienną pracę plastyczną. Pieczątki z liści wciągnęły całą rodzinę.


Młody wybierał większe egzemplarze. Miał stworzyć z tego jakieś śmieszne postacie, ale zabrakło mu chęci.



A to prace Małego do spółki z tatą, któremu taka zabawa też się spodobała.

Teraz jesienne dzieła zdobią lodówkę, a my czekamy na kolejny wolny wieczór.

wtorek, 2 września 2014

Raport z przedszkola

Nastał wrzesień, dni coraz krótsze, czasu coraz mniej. W naszym życiu parę rewolucji: w końcu zaczęliśmy remont dachu przez co nasz dom uzyska dodatkowe piętro, Młody zaczął sam maszerować do IV klasy (na razie tylko do skrzyżowania), a Mały ostał przedszkolakiem.
Długo szukaliśmy odpowiedniej placówki. Nasze wiejskie przedszkole jest czynne w godzinach 8.00 - 15.00, więc ludzie tacy jak my, którzy dojeżdżają do pracy i spędzają w niej 8 godzin nie mają szans by zaprowadzić i odebrać  dziecko. Szukać drugiej niani na godziny pozaprzedszkolne - o nie, naszej pani Marysi nikt nie zastąpi.
Postawiliśmy wiec na przedszkole prywatne, zlokalizowane po drodze do naszych zakładów pracy. Plan wygląda tak, że już o szóstej Mały jedzie do przedszkola z tatusiem, a wracać będzie z mamą pociągiem.
A co na to nasz przedszkolak? Dni adaptacyjne zniósł dobrze, musiał mieć tylko pewność, że nie idę do pracy, a do pobliskiego sklepu i wrócę z ciasteczkiem. Wczoraj było już gorzej, tata długo musiał go przekonywać, że pojadą sami samochodem. Dziś pierwszy raz był na obiedzie i leżakowaniu i to wyzwoliło w nim wielki stres. Przecież on nigdy nie śpi bez mamusi. Tak strasznie mi go żal, jak szlocha i prosi bym jutro wcześniej po niego przyszła. Ale z doświadczenia wiem, że prędzej czy później przyzwyczai się i poranne wędrówki do przedszkola będzie traktował jak coś normalnego. Młody też przeżywał takie stresy, my razem z nim, a po paru miesiącach mogliśmy powiedzieć, że posłanie go do przedszkola już przed 3 urodzinami to było najlepsze co mogliśmy dla niego zrobić.
A słynna wyprawka przedszkolaka, o której czytam na wielu blogach?
Mały ma plecak z Clifordem, z którym do przedszkola chodził jeszcze Młody, pudełko na kanapkę też dostał w spadku po bracie, kapcie używane przez innych. Ale żeby miał co poświęcić w kościele, dostał nowe kredki i dwie książeczki. I jest zadowolony.